Took my breath away / MAVERICKS (Vienna House Andel's Cracow)

Wielu z was codziennie mija hotel Vienna House Andel’s Cracow na trasie dworzec-najbardziej zatłoczona galeria handlowa-przejście podziemnie, nie będącym świadomym, że hotelowe wnętrza skrywają nową restaurację, nastawioną nie tylko na zakwaterowanych tam gości. Utrzymana w kalifornijskim klimacie restauracja Mavericks Cracow przysurfowała na ulicę Pawią raptem dwa tygodnie temu i od dnia otwarcia karmi kuchnią kalifornijską z wpływami azjatyckimi, meksykańskimi i europejskimi. 

Wszystkie apetyczne zdjęcia z tego wpisu popełnił Andrzej Skomorowski.

Pierwsza restauracja Mavericks otwarła się w Berlinie i została bardzo ciepło przyjęta. Wnętrza jej krakowskiej siostry toną w zieleni - i tej w doniczkach, i tej na tapetach. Prosty, elegancki design przełamują akcenty w kalifornijskim duchu. Mimo tlumów na zewnątrz, w lokalu jest przyjemnie i cicho.

Mavericks wyszła na przeciw miłośnikom podkradania sobie jedzenia z talerzy i oferuje food sharing. Pod hasłem "Stół szefa" kryją się dwa zestawy (90 zł/os - 2 przystawki, 2 dania główne, 3 dodatki, 2 desery lub 120 zł/os - 3 przystawki, 3 dania główne, 4 dodatki, 3 desery), które można wspólnie skonsumować. Dania trafiają na stół we współnych naczyniach.
Jeżeli nie jesteście w nastroju do dzielenia się, możecie wybrać którąś z samodzielnych pozycji z karty. Wśród starterów znajdziecie krem z kukurydzy, sałatkę z orkiszem, pyszne muszle taco, czy surf'n'turf roll. Nie brakuje też dodatków (colesław, frytki klasyczne lub z batatów, warzywa).

Orkisz | marynowana gruszka konferencja | awokado | limonka | ser kozi | orzechy pinii
Startery otwiera sałatka Cezar (do wyboru z kurczakiem lub krewetkami), makaron orechiette z brokułami, a kończy tuńczyk tataki - lekki i świeży.

Tuńczyk | sos ponzu | awokado | kolendra | grejpfrut

Muszle Taco - Tortilla kukurydziana | wołowina | kukurydza | groszek cukrowy czerwona fasola | purée z fasoli | pomidory | kolendra | limonka | salsa cruda - aromatyczne, lekko pikantne i pyszne


Wśród dań głównych dominuje mięso. Możecie zamówić pieczonego kurczaka cytrynowego, grillowany filet z pstrąga, rybę dnia, rostbef, stek ribeye czy wspomniany wyżej surf'n'turf (polędwica wołowa, krewetki,  purée z batatów i grillowane warzywa). Nie mogło zabraknąć burgera wołowego, klasycznej kanapki Reuben z pastrami i club sandwich. Dla wegetarian na otarcie łez pozostaje kalifornijska pizza z grillowanym bakłażanem, brokułami, suszonymi pomidorami, kukurydzą i czerwoną cebulką.

Ryba dnia z pieczonym pomidorem i grillowanym fenkułem

Orechiette z zielonymi szparagami, kalarepą i groszkiem cukrowym w pesto bazyliowym z parmezanem - wege ulubieniec 
Amatorom słodkości Mavericks oferuje churros z sosem czekoladowo-orzechowym, brownie z konfiturą malinową i lime pie, które to celowo zostawiłam na koniec, bo muszę pochwalić że przepyszne i przyznać się, że od razu pochłonęłam dwa #niewstydzesielakomstwa

Na słodyczach karta się nie kończy. Dla dorosłych jest wino, dla dzieci - osobne menu. Nie bójcie się zajrzeć do Mavericks gdy będziecie w okolicach Galerii Krakowskiej - gwarantuję, że ta kuchnia wciąga bardziej niż przeceny 🍩
Stek z antrykotu z grillowaną marchwią fioletową, boczniakami  i pysznym puree

Churros cynamonowe z sosem czekoladowo-orzechowym
Brownie czekoladowe z konfiturą  malinową
Lime pie z mascarpone


Dinette, Iggy Pizza, Nanan, Baszta / Wrocław

Podczas krótkiego, weekendowego wypadu do Wrocławia udało mi się zajrzeć do kilku miejsc, gdzie dobrze karmią. Niespodzianek tu większych nie będzie - dzisiaj głównie o znanych i lubianych lokalach z miasta nad Odrą.
Jak śniadanie, to oczywiście Dinette na placu Teatralnym. Bar/bistro/piekarnia oferuje powyższe w takiej ilości, że ciężko się na coś zdecydować. Dla głodnych i spragnionych zestawy z różnych części świata, bajgle, omlety, owsianki, tosty, jaja, koktajle, lemoniady, kawy. Chleb wypiekany na miejscu, chrupiący i aromatyczny, wszystko na talerzu grało i pozostało się tylko cieszyć, że trafił nam się stolik. Bo po wejściu zastałyśmy kolejkę jak w urzędzie w dziale rejestracji pojazdów i gdy już opuszczałam lokal, była już tylko dłuższa. Warto dodać, że Dinette to niezwykle fotogeniczne miejsce o pięknym wystroju, zlokalizowane w kamienicy przy ładnym placu.
Po śniadaniu przyszedł czas na obiad, a konkretnie włoską klasykę. Iggy Pizza okazała się kolejnym mocnym punktem na wrocławskiej gastro mapie. Prosty, nowoczesny lokal z różowymi akcentami i wesołymi neonami zachęca już samym wnętrzem do zajęcia stolika. Neapolitańska pizza o puszystych brzegach i obłędnym pomidorowym sosie cudownie pachniała i była zaskakująco lekka. Wypróbowaliśmy też wyśmienitą biancę z guanciale, kozim serem pleśniowym, szczypiorkiem i porem. Nie mogę przy okazji nie pochwalić lemoniady różanej 💗🍹 Jeśli coś mi tego wieczoru nie pasowało, to był to tylko hałas. 
Przyszedł czas na deser, więc skierowałam swoje kroki do Nanan. W kameralnej cukierni można poczuć się jak w różowej puderniczce. Są pluszowe ściany, są stylowe stoliki, a za witryną małe cukiernicze dzieła sztuki. Smakowały mi zamówione desery, które nie były przesadnie słodkie, za to nie urzekły makaroniki - tu moim faworytem niezmiennie pozostaje krakowska Galeria Tortów Artystycznych.
Sobotni lunch zjadłam w Baszcie na Kraińskiego. Lokal serwujący wegetariańską i wegańską kuchnię tajską mieści się faktycznie w starej baszcie i ściąga do siebie sporo młodych osób. Z głośników nie dudni muzyka (albo miałam szczęście), zwierzęta są mile widziane. Oferowane dania (m.in. kilka rodzajów pad thai, curry, nasi goreng, smażone warzywa) nie tylko nie są przesadnie drogie, ale i pyszne i uczciwej wielkości. Gdybym miała ten lokal pod domem, byłabym stałą bywalczynią. Plus za tanie napoje i cudowne mango lassi.

Besos bezy! / Schronisko Smaków ֎ Magda Gessler


Skoro trafił mi się ostatnio przejazd przez Bukowinę Tatrzańską, nie mogłam nie zajrzeć do Schroniska Smaków - restauracji Magdy Gessler. Najbardziej znana polska restauratorka wypatruje potencjalnych gości z reklamy sąsiadującej z kolekcją poroży i sidingiem. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że obiekt (lokal, nie pani Magda) jest dużo ładniejszy niż na załączonym zdjęciu. Trzypoziomowa restauracja posiada dwa duże zewnętrzne tarasy z pięknym widokiem na góry. Wnętrze to udany miks stylu regionalnego i nowoczesnego. A do tego jasno, przestronnie, czysto i przytulnie.

Filet z kurczaka zagrodowego sous vide z puree z zielonego groszku, risotto parmezanowym, glazurowanymi marchewkami baby i sosem z wiśniówki (35 zł) zachwycił delikatnym mięsem
Karta jest dosyć skromna, ale przemyślana. Znów trochę tradycyjnie, trochę światowo. Do wyboru cztery przystawki (ser górski z galaretką żurawinową i salsą z mango, tatar z polędwicy wołowej, śledź marynowany w cherry, krewetki podpalane brandy z chilli i czosnkiem i grzanką)., trzy zupy (kwaśnica, żur, krem z pomidorów), trzy sałatki (grillowany kurczak, krewetki lub polędwica). Wśród dań głównych wegetarianie nie znajdą nic dla siebie, bo Schronisko Smaków to przy okazji królestwo mięsa. Polędwiczki wieprzowe z parmezanem i góralskim boczkiem, pstrąg (wiadomo - lokalny), konfitowane kacze udo z sosem ze śliwek, moreli i fig, gicz cielęca z puree z kaparów, kurczak zagrodowy sous vide z risotto parmezanowym i wreszcie makaron z pesto z krewetkami i mulami to całkiem zróżnicowane zestawienie. Jeśli komuś mięsa za mało, to ma do wyboru steki z wołowiny sezonowanej: ribeye z amerykańskiej (125 zł), lub mniejszy stek z polskiej (67 zł).
Torcik bezowy z mascarpone i truskawkami - jedna porcja starczyła dla dwóch osób
 Ale to nie koniec, bo do wyboru są jeszcze cztery burgery: dwa z amerykańskiej sezonowanej wołowiny, jagnięcy i wegetariański z ciecierzycy. Wszystkie podawane w zestawie z frytkami i średnio wysmażonym mięsem. Ceny burgerów w przedziale 32-39 zł zdecydowanie nie należą do najniższych, ale nie spodziewałam się też innych w lokalu firmowanym takim nazwiskiem i oferującym określony poziom. Najwyraźniej nie odstraszają klientów, gdyż jeszcze przed otwarciem restauracji zebrała się przed nią grupka chętnych.
Klasyk z cheddarem i chrupiącą bułą
 I tak docieramy do pięciu oferowanych deserów (19-23 zł): płynącej tarty czekoladowej z robioną na miejscu konfiturą i lodami, deseru lodowego z bitą śmietaną i owocami, musu o smaku Rafaello z Bacardi, Malibu i bezą fiołkową, tiramisu z owocami i tortu bezowego z mascarpone i truskawkami. Wybór padł na tej ostatni. Porcja była solidna, starczyła dla dwóch osób.

Nie mogę złego słowa powiedzieć o obsłudze i czasie oczekiwania na dania (choć na ten ostatni miała na pewno wpływ liczba gości). Schronisko Smaków może wybitnie mnie nie zaskoczyło, ale jest jedyną z tych restauracji, w których wszystko jest dopięte na ostatni guzik i z chęcią się do nich wraca.
 

Szerokie wstążki makaronu z pesto z suszonych pomidorów z krewetkami i mulami - kuchenna rewolucja się tutaj może nie wydarzyła, ale danie smakowało, a owoce morza były świeże

Harder Better Faster Stronger / Ramen People na Czystej


Po zeszłorocznym otwarciu Ramen People szybko okazało się, że ilość chętnych na japoński przysmak trochę przerasta metraż jakim dysponuje kameralny lokal na Dajworze. Kwestią czasu było pojawienie się jego większej siostry na ulicy Czystej 8, raptem pięć minut drogi od Teatru Bagatela. Wnętrze nowej ramenowni jest przestronne, utrzymane w minimalistycznym stylu. Na ścianach pudrowy róż i złoto, mnóstwo zieleni. Lokal ma też uroczy ogródek na wewnętrznym dziedzińcu, ze stolikami na przeszklonej podłodze, gdzie klienci będą mogli zjeść lunch rozkoszując się zapachem kwitnącej roślinności. Miejsca tym razem raczej nie powinno dla nikogo zabraknąć.

Zanim nowa ramenownia nabrała realnych kształtów, jej właścicielka Dominika wybrała się do Japonii, z której powróciła z nowymi recepturami i certyfikatem uzyskanym w szkole ramenu.
Większa powierzchnia to oczywiście nie jedyna różnica pomiędzy lokalami. W nowym Ramen People znajdzie w karcie osiem ramenów, w tym między innymi curry ramen (długo gotowany wywar wieprzowy z curry, marynowanym jajkiem, masłem, boczkiem chashu, marynowanymi na słodko shitake, nori i warzywami), spicy char siu (wieprzowo-drobiowy bulion z karkówką char siu, marynowanym jajkiem, menmą, kimchi z kiełków, olejem chili) czy wegański inari miso ramen (bulion na paście miso, smażone na słodko inari tofu, świeży imbir, pieczarki, por, nori). Oczywiście wszystkie dania serwowane są z makaronem, który nawet po dłużej kąpieli w gorącym bulionie zachowuje idealną sprężystość.

Wśród przystawek nie zabraknie kimchi, marynowanych na słodko grzybów (palce lizać!), czy pysznego tatara z łososia serwowanego z nori.

Ramen shop na Czystej zaprasza najprawdopodobniej już w nadchodzącym tygodniu, a więcej informacji pojawi się na stronie Ramen People.



Restaurant Week / Urban Garden


Urban Garden to stosunkowo młody koncept łączący bar, kawiarnię i restaurację. Ogród w nazwie lokalu nie wziął się znikąd. Oprócz stolików na Rynku Głównym, Urban Garden ma do zaoferowania zaciszny ogródek na pięknym dziedzińcu Domu Weneckiego. O tej porze roku wejście do lokalu wygląda wręcz bajkowo, oświetlone wiszącymi lampkami. W menu restauracji znajdziecie przede wszystkim dania kuchni polskiej i europejskiej: spory wybór śniadań, sandwiche, przystawki, kilka dań głównych, a w tygodniu menu lunchowe w przystępnej cenie.

Na potrzeby rozpoczynającego się dziś w całej Polsce festiwalu Restaurant Week, szef kuchni Tomasz Morys przygotował dwa ciekawe i spójne zestawy, nawiązując do ogrodu i jego skarbów.1 Wyraziste smaki i ciekawe kompozycje powinny podbić serca osób szukających niebanalnych wrażeń kulinarnych. A o szczegółach w dalszej części :)
Na starcie pojawiła się foccacia, grissini, domowe masło i oliwa. 

Pierwszą przystawką był kozi ser pieczony w migdałach z sosem balsamico, granatem, czerwoną porzeczką oraz pianką rozmarynową, która grała w tym daniu pierwsze skrzypce.

Przystawka z drugiego menu był grillowany tuńczyk z sałatką z alg morskich, pianką Margaritta, żelem z owoców yuzu i smoczym owocem, na pierwszy rzut oka wyglądający jak zestaw sushi.

Pierwsze danie główne - makrela z czarną soczewicą, pak choi, sosem szafranowym z mulami oraz pieczonym pomidorkiem koktajlowym, urzekło mnie chrupiącą skórką i smakowitym sosem.

Konfitowana kaczka w sakiewce z ciasta na semolinie z marynowaną czereśnią i sosem z redukcji winnej nie pozostaław tyle za daniem głównym z pierwszego menu.

Połączenie wiejskiego twarożku z wanilią, rokitnikiem i lodami z kwaśnej śmietany mogło wydać się ryzykownym pomysłem na deser, tymczasem efekt był lekki, oryginalny i pyszny.
Parfait szczawiowe z sosem z marchwi oraz mini bezą było deserem, który najbardziej mi smakował i zarazem największym zaskoczeniem - szczaw i marchewka nie należały do moich ulubionych smaków w dzieciństwie, ale w zaserwowanym deserze tworzyły spójne i pyszne połączenie.


1. Makrela się do nich nie wlicza ;)