Przystanek: Włochy / Nolio

grudnia 31, 2015 KochamJesc 1 Comments


Do jednego z najgorętszych miejsc w Krakowie ściągnął mnie neon. A konkretnie ten zrobiony dla Nolio przez znajomego, który wyczarowuje różne piękne rzeczy pod szyldem Hernstag. Gdy na jego fanpage'u pojawiło się zdjęcie realizacji, postanowiłam sprawdzić, czy nowa krakowska restauracja ma w ofercie jeszcze coś dobrego poza pięknym oświetleniem.

Pod adresem Krakowska 27 mieścił się kiedyś kultowy klub Lokator. W połowie listopada swoje podwoje otworzył tam nowy lokal. Można by pomyśleć - ot, kolejne miejsce z pizzą i makaronami. Nolio jednak zdecydowanie wyróżnia się na tle innych tego typu restauracji.
Pierwszy mocny punkt to estetyka. Po wejściu witają nas pomalowane na czarno ściany, przemysłowe lampy, proste stoliki z drewna i stali. W głębi widok na przestronną kuchnię z pięknym, białym piecem. Piwnica dla kontrastu jest utrzymana w odcieniach bieli. Z głośników płynie przyjemna, nienachalna muzyka. Co jest wielkim plusem (a niestety powinno być regułą w tego typu lokalach), obsługa pytała, czy odpowiada nam poziom głośności.

Na stronie restauracji możemy przeczytać, że "dania stworzone są z doskonałych włoskich produktów, pochodzących z tradycyjnych, ekologicznych upraw (...)". Mamy więc pomidory San Marzano, oliwy z Ligurii czy oryginalne włoskie sery. Smak potraw na szczęście nie pozostawia wątpliwości co do tego, jakiej jakości są używane składniki.
Oczywiście w restauracji, która reklamuje swoją pizzę jako autentyczną neapolitańską, nie sposób było jej nie spróbować. Wybór padł na Margheritę (21 zł), która jest najprostszym rodzajem pizzy, więc łatwo się przekonać na jej przykładzie o umiejętnościach kucharza (lub ich braku). Jak można się łatwo domyślić, nie trafił nam się koszmar w postaci gumowatego placka czy przecieru pomidorowego udającego sos. Ciasto było dosyć cienkie i chrupiące, mozzarella pyszna, pomidory słodkie i soczyste. Pizza jest dostępna w jednym rozmiarze (ok 30-32 cm) i starcza dla jednej osoby za pełny posiłek.
Trafionym wyborem okazały się także świeże mule w sosie pomidorowym z oliwkami i grillowaną ciabattą (17 zł, dostępne w weekendy). Porcja była duża, zwłaszcza w relacji do niskiej ceny, i jak na przystawkę bardzo sycąca. Miałam tez okazję wypróbować wcześniej kilka świetnych makaronów: tagliatelle z pesto (24 zł), tortellini z borowikami (25 zł), gnocchi (23 zł). Szczególnie przypadło mi do smaku tortellini z delikatnym, puszystym nadzieniem. Moja jedyna uwaga -  porcjami ciężko się najeść do syta. Powiedzmy, że nie jest to jednak minus, bo zostaje jeszcze miejsce na któryś z deserów.


Posiłek zakończyliśmy lemon curd. Kwaśny cytrynowy mus, posypany kruszonką i zwieńczony podpalaną bezą to opcja nawet dla dwojga. Porcja nie wydaje się być duża, ale ja nie byłam w stanie jej skończyć sama.
Na powyższych propozycjach menu się oczywiście nie kończy - pełną ofertę znajdziecie tutaj.
Pomimo stosunkowo krótkiej bytności na krakowskim rynku, Nolio zasłużenie zyskało sporą grupę sympatyków (czytaj: oblężenie popołudniami). Dla miłośników dobrej kuchni (nie tylko włoskiej) to pozycja obowiązkowa na kulinarnej mapie Krakowa. Jeśli nie chcecie mieć takiego problemu jak Patrick Bateman z dostaniem się do Dorsii, warto upewnić się wcześniej, że będzie dla was wolny stolik.

1 komentarze:

Itadakimasu / Edo Sushi i Edo Fusion

grudnia 29, 2015 KochamJesc 0 Comments


Sushi cieszy się w naszym kraju w pewnych kręgach niemalże taką popularnością jak schabowy z kapustą i pierogi. Można pokusić się o stwierdzenie, że to nowa narodowa potrawa Polaków. Na fali tej popularności kolejne sushi bary wyrastają jak grzyby shitake po deszczu. Pierwotnie ten wpis miał dotyczyć wyłącznie Edo Sushi, ostatecznie jednak uznałam, że nie ma sensu pisać osobno o Edo Fusion.

Rok 2005 był bardzo istotny dla krakowskich entuzjastów japońskiej sztuki kulinarnej - wtedy to na ulicy Bożego Ciała pojawił się Edo Sushi Bar. Kilka lat później w przyległym lokalu uruchomiono siostrzaną Edo Fusion.
Edo Sushi ma ascetyczny wystrój, typowy dla takich lokali. Do dyspozycji klientów są miejsca przy barze, stolikach lub w jednej z dwóch salek tatami. Ta ostatnia opcja jest idealna dla osób spragnionych intymności, kiepsko operujących pałeczkami lub chcących po prostu położyć się na chwilę z rozpiętymi spodniami po nieopanowanym obżarstwie.
Wnętrze Edo Fusion kojarzy się już bardziej z typową restauracją, choć także jest utrzymane w japońskim klimacie. Niezależnie od tego, który lokal wybierzecie, dostaniecie obie karty dań.

W karcie sushi znajdziecie  zarówno gotowe sety, jak i pojedyncze rodzaje - wybór jest ogromny. Sushi nie należy do najtańszych potraw, ale to serwowane w Edo jest po pierwsze przepyszne, po drugie rolki są grubsze niż w wielu tańszych restauracjach sieciowych. Oprócz sushi możecie zamówić którąś z zup (kilka rodzajów misoshiru, suimono i ramen). Na szczególną uwagę zasługuje ramen w wersji z owocami morza. Dla spragnionych słodkości do wyboru Mochi Ice Cream, owocowy roll i wspaniały krem brulee z zielonej herbaty.

Karta Edo Fusion jest również bardzo bogata. Do wyboru kilka przystawek, sałatki, szaszłyki, zupy (suimono, wietnamska pho bo, tom yum gung z krewetkami czy ramen to tylko niektóre warte polecenia), makarony, pierożki gyoza, ryby i owoce morza. Na osobną wzmiankę zasługuje tajskie curry. Można zamówić jedną z gotowych propozycji z karty lub stworzyć własne. Curry z Edo to jedno z najlepszych, jakie jadłam w życiu. Dla spragnionych jest spory wybór japońskich herbat, alkoholi i innych napojów.

Podczas ostatniej wizyty w Edo zamówiłyśmy zestaw Sumo, składający się z 24 kawałków (69 zł). Taka ilość spokojnie wystarcza dla dwóch osób, a w zestawie znajdziecie sześć różnych rodzajów sushi. Oprócz tego nie mogłam sobie odpuścić żółtego kremowego curry z dużymi krewetkami tygrysimi, ananasem i pomidorkami koktajlowymi (38 zł). Ta wersja jest lekko pikantna i wręcz nieprzyzwoicie pyszna. Porcja nie wydaje się duża, ale potrawa można się najeść do syta.
Kolejny plus to sympatyczna obsługa. W lokalu można też kupić oryginalne japońskie figurki i ceramikę. Ciężko znaleźć mi jakikolwiek minus poza cenami, ale bądźmy szczerzy -  żaden dobry sushi bar nie jest tani. Najlepiej przekonajcie się sami. Menu dostępne tu i tu.

0 komentarze:

Na dobry początek - Pino

grudnia 28, 2015 KochamJesc 1 Comments


Adres Szczepańska 4 jeszcze do niedawna kojarzył się z Roosterem, którego główną atrakcją były prędzej skąpo odziane kelnerki, niż potrawy. Na szczęście w mijającym roku ten stan rzeczy uległ zmianie i w kamienicy naprzeciwko Teatru Starego otwarto restaurację Pino. Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę, to ciekawy dizajn. Lokal jest bardzo przestronny i przypomina nieco warszawską Aïoli Mini. Z obszernej antresoli widać kuchnię. Ceglane ściany, fabryczne lampy, proste drewniane stoły wpasowują się w modny, industrialny styl. Kolorowe krzesła i atmosfera tętniąca życiem przełamują jednak tą surowość. Drugim pozytywem okazała się bogata karta, pełna różnorodnych dań. Każdy powinien tutaj znaleźć coś dla siebie. Do wyboru mamy zupy, przystawki, pizzę, burgery, steki, makarony i pozycje dla dzieci. Do tego desery i sporo koktajli, także bezalkoholowych.



My zdecydowaliśmy się na burgera klasycznego (27 zł), makaron siciliana (23 zł) i makaron Porcini (25 zł). W Krakowie burgerowni nie brakuje, więc poprzeczka była postawiona wysoko. Burger z Pino sprostał wymaganiom: mięso było smaczne, całość ładnie podana z frytkami i pysznym dipem. Bułka mogłaby być trochę bardziej chrupiąca, zwłaszcza że samo danie nie należało do najtańszych.



Tagliatele Porcini było trafionym wyborem - pyszne grzyby, delikatny, kremowy sos z mascarpone i białego wina oraz ser Grana Padano tworzyły udane połączenie. Niestety makaron Siciliana nie wypadł już tak dobrze, ponieważ było w nim zdecydowanie za dużo oliwy, w dodatku pozbawionej smaku. Podobny makaron serwują w Nova Resto Bar i także niemalże pływa on w tłuszczu, jednak w tamtym wydaniu oliwa była doprawiona czosnkiem i ziołami.


Niewątpliwym plusem Pino jest bardzo sympatyczna obsługa. Na zamówione dania nie czekaliśmy długo, mimo że w lokalu było sporo osób. Pomimo drobnego zgrzytu w postaci zbyt tłustej Siciliany, moje wrażenia są pozytywne. Lokal jest nowoczesny, ale przytulny, a serwowane potrawy smaczne i w rozsądnych cenach. To przyjemne miejsce na lunch z przyjaciółmi, czy dziećmi. Na pewno wrócę tutaj testować pizzę, a wy możecie dowiedzieć się więcej o Pino tutaj.

1 komentarze: