Byłeś na diecie? Już nie jesteś! / AïOLI inspired by MINI

marca 28, 2016 KochamJesc 0 Comments


Warszawski lokal przy placu Konsytucji 5 to magiczne miejsce, w którym wszystkie memy o nieudanej diecie stają się rzeczywistością. Ostatecznie one does not simply avoid dessert...and pasta...and pizza.
Miejsce jest bardzo przestronne, ze sporą antresolą i otwartą kuchnią. Całość utrzymana w nowoczesnym, industrialnym stylu. Są smaczki w postaci neonów i ładnych grafik na ścianach, nawet koktajle podano nam w uroczych, małych słoiczkach. Wewnątrz bardzo tłoczno i głośno. Przed wejściem zrobiła się mała kolejka, ale obsługa bardzo sprawnie znalazła dla wszystkich klientów wolne stoliki.  Aioli tętni życiem i zdecydowanie nie jest miejscem na sobotni czil z wiekową ciotką albo dzieckiem - chyba, że nie przeszkadzają wam tłumy i rozgardiasz.



Pierwszy plus należał się za bardzo sprawną obsługę. Szybko dostałam ze znajomymi stolik na antresoli, kelnerka ewidentnie interesowała się nami i wiedziała, co znajduje się w karcie. Tutaj klęska urodzaju, czyli śniadania, tapasy, burgery, sałatki, steki, makarony, pizza, ryby i owoce morza. Do tego cała strona alkoholi i napojów bezalkoholowych.  Co robić, jak żyć?



Ostatecznie wybór padł na crispy falafel (21,90 zł), tagliarini z owocami morza (34,90 zł) oraz salmon steak (41,90 zł). Pod hasłem crispy falafel kryły się bagietka korzenna, falafel z zielonego groszku i ciecierzycy, jajko sadzone, pomidory concasse, świeży ogórek, sałata rzymska, tabbouleh, rukola, sumak, sos aïoli. W praktyce była to gigantyczna, chrupiąca buła pełna pyszności, zaserwowany z nią tabbouleh był obłędny, lekki i świeży. Tagliarini z łososiem, krewetkami, mulami i sosem śmietanowym z chilli również smakowało doskonale, relacja cena - jakość - ilość owoców morza bardzo nas usatysfakcjonowała. Spory stek z łososia dotarł w asyście czarnego tagliatelle, dyni muscat, groszku cukrowego, szałwii, pomidorków cherry, sałaty rzymskiej i mus z gorgonzoli. Ryba była cudownie chrupiąca z wierzchu i bardzo delikatna w środku, świetnie przyprawiona.



Po skończeniu swoich dań wszystkie czułyśmy się pełne i dosyć ociężałe, ale postanowiłyśmy się jeszcze dobić tiny wafer-thin mint deserem dnia. Wybrałyśmy wersję snickersową, z solonym karmelem i czekoladą. Soli w karmelu nie było czuć, ale deser nie był bardzo słodki - na szczęście, bo już wciskałyśmy go trochę z gastrorozpędu.



Wszystko co udało mi się wchłonąć podczas moich kilku wizyt w Aioli było strzałem w dziesiątkę. Ceny nie przerażają (13,90 - 44,90 zł), porcje są spore i smakowite. Jeśli nie jesteś krabem pustelnikiem i nie potrzebujesz bardzo intymnej atmosfery do wsuwania swojego steka, to Aioli koniecznie powinno się znaleźć na liście miejsc do odwiedzenia. Menu na fejsie i stronie.

0 komentarze:

Rzeczy, które lepiej jeść z zamkniętymi oczami / Jadalne owady

marca 13, 2016 KochamJesc 0 Comments


Są ogólnie dostępne, łatwe w hodowli, ekologiczne i tanie . Zawierają dużo białka, wapnia i witamin, oraz wspomagającą przemianę materii chitynę. Zajadli się nimi bohaterowie "Króla Lwa". O czym mowa? Oczywiście o jadalnych owadach.
Warszawa miała swoją restaurację dla owadożerców "Co To To Je" - niestety lokal zamknięto, zanim zdążyłam go odwiedzić. Nie kojarzę innych miejsc w Polsce serwujących owady, więc spodziewałam się, że najbliższa okazja do ich wypróbowania trafi mi się dopiero podczas jakiejś wycieczki poza kraj. Na szczęście koleżanka przywiozła mi ze swoich wojaży paczkę pasikoników w pikantnej posypce. Dla kogoś, kto pająki najchętniej zabijałby miotaczem ognia, perspektywa wsadzenia do ust stworzenia o liczbie odnóży powyżej czterech była niezbyt atrakcyjna. Po wypakowaniu owadów na talerz, przez parę minut je oglądałam, potem odważyłam się wziąć do ręki (są bardzo lekkie), a na koniec spróbowałam samo odnóże. Okazało się dosyć twarde i właściwie prawie bez smaku, nie licząc resztek panierki. Odwłok był dużo smaczniejszy, chrupiący, lekko słodkawy i przypominający prażynkę/twardą frytkę. Pasikoniki usmażono w całości, ale w środku nie znajdziecie żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Owady są dosyć suche i mają jednolitą konsystencję, jakby chrupało się wspomnianą wyżej prażynkę. Mimo początkowej odrazy, pasikoniki okazały się być dosyć smaczne. Mam nadzieję w przyszłości wypróbować także larwy jedwabników i jakieś większe żuki. Dla odważnych polecam mieszankę solonych owadów z Thailandunique, sklep wysyła także do Polski.

0 komentarze:

Pasta la vista baby / Pasta Bar Resto & Wine

marca 04, 2016 KochamJesc 3 Comments


Człowiek wybiera się na chwilę do stolicy, a tu mu pod nosem w Krakowie otwierają nowe miejsce, pretendujące do bycia tym prawdziwym Centrum Dowodzenia Makaronem. O czym mowa? O Pasta Bar na Sławkowskiej.

Przestronny, ładny lokal z otwartą kuchnią odwiedził chyba ten sam rozmiłowany w industrialnych klimatach dekorator, który urządzał resztę nowych, krakowskich restauracji. Na szczęście ostały się freski, kolumienki i piękny drewniany sufit, więc Pasta nieco wyróżnia się wnętrzem. Oprócz tego, że jest elegancko i estetycznie, to z głośników płynie przyjemna, dyskretna muzyka, a obsługa jest bardzo miła i wyraźnie zainteresowana gośćmi. Nic tylko siadać i żreć :)
 

W menu, poza pięknymi zdjęciami, spora ilość pyszności. Przystawki w cenach od 9 do 39 zł (m.in. grillowany kozi ser z marynowanym jabłkiem i rukolą, carpaccio wołowe z kaparami i grana padano). Dalej sześć sałatek, dostępne także opcje wegetariańskie. Włoska pizza na cienkim cieście oferowana jest w 19 rodzajach: są klasyki jak Margherita i Capricciosa, ale i bardziej niekonwencjonalne warianty. Ceny wahają się od 17 do 27 złotych. Ciasto ma ok. 32 cm i sugerowano nam, że to porcja dla jednej osoby, z czym nie mogę się zgodzić (no chyba, że mówimy o kimś bardzo głodnym). Oczywiście najbardziej interesowały mnie makarony, których jest całkiem spory wybór (ceny od 16 do 28 zł). Dla makarono-maniaków przewidziano lasagne, ravioli, gnocchi, spaghetti na kilka sposobów, makarony dla wegetarian. W karcie znalazło się jeszcze miejsce na dwa desery (niestety ja nie znalazłam w sobie miejsca na przetestowanie) oraz niemała liczba win.

Na pierwszy głód wybrałam pizzę Funghi (mozzarella, borowiki, cebula, pancetta, czosnek i sos pomidorowy; 25 zł). Jak pisałam wyżej, pizza jest spora i spokojnie można ją zjeść z kimś na pół. Zaserwowano mi wyśmienitą, typową włoską pizzę na cienkim cieście, której nie można było nic zarzucić.
Nadeszła pora na sprawdzenie makaronów. Spaghetti ai frutti di mare (vongole, krewetki, kalmary, ośmiornica i pomidorki koktajlowe; 29 zł) okazało się być pyszne. Lekko pikantne, ze sporą ilością owoców morza i makaronem, który smakował, jak domowy. Kelnerka poinformowała mnie wcześniej o braku małż, ale zaoferowała, że w daniu będzie więcej innych składników. Tagliatelle con gamberetti e zucchini (krewetki, cukinia z rukolą w sosie śmietanowo-pomidorowym; 27 zł) przebiło poprzedni makaron - było wyśmienite i sycące. Kolejne danie - Tagliatelle con pollo (kurczak, pieczarki w sosie śmietanowym, 23 zł) -  nie pozostawało w tyle. Wisienką na torcie okazało się Ravioli con salsa di gamberi orata  (ravioli z doradą, serem ricotta i suszonymi pomidorami w sosie krewetkowym; 28 zł). Na talerzu raptem pięć większych pierożków, ale nikt nie powinien być głodny po ich skończeniu. Doskonałe nadzienie, przepyszny sos ze smakowitymi krewetkami. Nawet kiedy piszę te słowa, marzę o tym, by zmaterializował się tutaj talerz ravioli (albo lepiej dwa).
 

Czy znalazły się jakieś minusy? Poza jakimiś zbędnymi dodatkami w przypadku niektórych makaronów (kiełki, rukola), nie znalazłam słabych stron Pasta Baru. Ceny, biorąc pod uwagę lokalizację, są niskie. Kucharze nie oszczędzają nawet na droższych składnikach, wszystko jest też świeże i smaczne. Zdziwiły mnie pustki podczas moich kilkukrotnych odwiedzin na Sławkowskiej 13-15. Być może Pasta przez miesiąc swojej działalności nie zyskała jeszcze należytego rozgłosu. Jeśli kochacie dobrą, włoską kuchnię to polecam wam tutaj zajrzeć. Strona restauracji dopiero powstaje, a na fejsie nie ma menu, myślę, że jednak każdy z was może się tam wybrać w ciemno :)
 

3 komentarze: