Międzymiastowa / Zagubiona autostrada ?

września 07, 2016 KochamJesc 2 Comments


Z tymi Tytoniami jest trochę jak z trawą w odcinku Family Guy: spuścisz z oka na sekundę i zaraz coś nowego wyrasta pod nosem. Tym razem wyrosła restauracja Międzymiastowa. Miejsce pozornie skazane na sukces. Świetna lokalizacja. Piękne wnętrze. W tygodniu śniadania za złotówkę. Młoda, pełna energii ekipa. Kelnerki to chyba niedoszłe finalistki Tap Madl. Za barem Andrzej Bańdo - nie wiem, czy ma on więcej dziar, czy lat doświadczenia jako barman, ale jednego i drugiego jest sporo. Powinien być miód, cymes, fajerwerki. Co więc poszło nie tak?
 

W trosce o swoje zdrowie psychiczne i fizycznie nie udałam się na otwarcie restauracji, ale odczekałam kilka dni z odwiedzinami. Razem z kilkoma najbliższymi koleżankami wybrałyśmy się na wczesną kolację. Mimo oblężenia znalazł się dla nas stolik. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Lokal jest przestronny, jasny, mnóstwo w nim zieleni przełamującej industrialne wnętrze. Wewnątrz zgiełk, taka jest niestety cena popularności.
 

Międzymiastowa reklamowała się jako restauracja z prostą i smaczną kuchnią. Na pierwszy ogień do testowania poszła pizza z szynką parmeńską, tagliatelle z kurkami, sałatka i zupa krem z kopru. Pizza wypadła w tym zestawieniu najlepiej i smakowała większości z nas. Zupa była zupełnie nijaka i po spróbowaniu przez wszystkich skończyła niedojedzona stygnąc w rogu stolika. Makaron się bronił, mimo że nie był bardzo wyrazisty. Jednak oczekiwałam po Międzymiastowej trochę więcej niż tylko przyzwoitego makaronu, zwłaszcza, że w najbliższej okolicy jest kilka miejsc serwujących świetne pasty. Kto oglądał "Seks w wielkim mieście" pamięta pewnie odcinek, w którym frywolna Samantha umawia się z dopiero co poznanym w barze biznesmenem. Kiedy jej absztyfikant zsuwa się z barowego stołka, okazuje się, że sięga Samancie do ramienia, a bohaterka z trudem maskuje rozczarowanie. Twarze moich współbiesiadniczek musiały wyglądać podczas posiłku podobnie.
Ponieważ finalnie wyżej wspomniana bohaterka serialu umówiła się z biznesmenem-niziołkiem i nie pożałowała tego, więc i ja postanowiłam dać Międzymiastowej kolejną szansę.

Po około dwutygodniowej przerwie wróciłam i zamówiłam jeszcze raz chanterelle tagliatelle (kurki, sos maślany) i shrimps sephia (sephia, krewetki, sos winny z pomidorkami). Stał się ten wyczekiwany cud - dokładnie ten sam makaron z kurkami, który uprzednio był mało wyrazisty, tym razem smakował wyśmienicie. Sycący, świetnie doprawiony, pięknie podany. Opcja krewetkowa nie pozostawała w tyle - również doskonale doprawiona, lekko pikantna i aromatyczna. Na stoliku wylądowało też smoothie (sok ananasowy, mleko, puree mango, puree marakuja, ananas), lekkie i o subtelnym smaku. Miłe zaskoczenie. Międzymiastowa z zagubionej autostrady stała się raczej drogą do Gastro Arkadii. Na plus mogę też dopisać szybką (pomimo przepełnionego lokalu) obsługę. Wygląda na to, że po nieco niezgrabnym starcie restauracja złapała wiatr w żagle. Cieszy mnie to bardzo, gdyż do tej pory wszystkie lokale otwierane na Dolnych Młynów trzymały wysoki poziom. Tymczasem odliczam czas do wolnego i śniadania za złotówkę do pysznej kawy.
 

2 komentarze:

Leżaki, neony i pyszności / FORUM Przestrzenie

września 05, 2016 KochamJesc 0 Comments



Nie będzie to zbyt odkrywczy wpis, ponieważ większość mieszkańców Krakowa doskonale zna ten lokal. Wpisał się on już w wizerunek miasta tak jak Wawel, Szkieletor i wszechobecne gołębie. Forum Przestrzenie: miejsce - instytucja. Perełka brutalizmu. Mekka krakowskich hipsterów i koszmar developerów, którzy najchętniej zobaczyliby tutaj kolejną galerię handlową.
Dawny hotel Forum był jednym z najnowocześniejszych budynków w Krakowie. W 2013 roku nieczynny już od dłuższego czasu obiekt dostał drugie życie w formie klubokawiarni z pięknym widokiem na Wisłę.
 

Od otwarcia Forum stało się miejscem imprez, koncertów, pokazów filmowych; gościło też takie wydarzenia jak Najedzeni Fest czy Food Camp. W tym samym budynku znajdziecie sklepy Forum Designu i Forum Mody. Zagęszczenie tatuażów, retro neonów i modnego obuwia na metr kwadratowy przekracza wszelkie normy. Jedni to miejsce kochają, inni nie znoszą. Niezależnie od waszych sympatii, czy ich braku, należy otwarcie przyznać, że klubokawiarnia stanowi bardzo ważny punkt na imprezowo-kulturalnej mapie Krakowa.
A teraz konkrety, czyli co tu  można zjeść.

Forumowa kuchnia serwuje śniadania, kanapki, pizzę i lunche (zupa + drugie danie). W menu często pojawiają się sezonowe specjały. Co miesiąc karta się zmienia, dlatego warto zaglądać i próbować nowości. Na nudę na pewno nie można narzekać.
Oferta śniadaniowa jest bogata - od jajecznicy, omletów i owsianki, na zestawach kończąc. Wszystkie powyższe dostępne do godziny 16, co pewnie ucieszy osoby wstające późno z łóżka. Pomyślano też o weganach, którzy za 19 zł mogą kupić zestaw bezmięsny - nie ma nawet sensu pisać co dokładnie on zawiera, bo co miesiąc się to zmienia. Zawsze ląduje w nim jednak coś pysznego, jak wegański pasztet, czy hummus.

Moim śniadaniowym strzałem w dziesiątkę były pancakes z boczkiem i syropem klonowym na bazie bourbonu. Ciasto jest delikatnie słodkie i puszyste, bekon chrupiący, porcja duża,  a do tego można się poczuć jak w twinpeaksowym Double R Diner. Obecnie nie ma ich w menu, ale kto wie - może wrócą?
Pod hasłem "Kanapki" kryją się obecnie trzy rodzaje burgerów (wszystkie pyszne), oraz Roll Forum (szarpana wołowina, sos bbq, sałatka coleslaw), kanapka z cheddarem i warzywami i club sandwich z pastą z kurczaka. Bohaterami zdjęć do tego wpisu są właśnie Roll Forum (19 zł, naprawdę solidna porcja mięsa za taką cenę), oraz kanapka z cheddarem (14 zł). Ta ostatnia była smaczna (a raczej były smaczne, bo dostałam dwie), ale nie dało się jej zjeść w wygodny sposób nawet przy pomocy sztućców. Ilość składników upakowana między dwie cienkie kromeczki była ogromna i co chwilę coś wysuwało się i lądowało na moim talerzu.
Lunch (dostępny od 13 do 18) jest najbardziej opłacalną opcją. Za 20 zł dostajecie zupę i drugie danie. Tak jak w powyższych przypadkach, oferta zmienia się co miesiąc, ale prawie zawsze znajdziecie w niej wegetariański lub wegański posiłek. Poza tym można trafić na makarony, tarty, curry. Czego bym nie brała podczas moich licznych wizyt, zawsze było pyszne. We wrześniu nie przegapcie udona z tofu i risotto z porem i grzybami.

Pizzę może zamawiać między 14 a 2 w nocy. Ceny wahają się między 17 a 24 zł. Do wyboru zazwyczaj jest około siedmiu rodzajów pizzy, wszystkie serwowane w tym samym rozmiarze (opcja raczej dla jednej osoby). Chrupiące i cienkie ciasto przypadnie do gustu wyznawcom jedynej i słusznej włoskiej wersji tej potrawy. Warto spróbować też sałatek i ciast (czekoladowe z solonym karmelem: 10/10). Plusem jest też sposób zamawiania dań. Klienci dostają pagery, które brzęczą, gdy posiłek jest gotowy do odebrania, więc nie trzeba w ścisku warować pod barem. A jak już najecie się do syta, to pozostaje wam ogromny wybór napojów: herbaty, kawy, piwa, wina, Fritz Kola, domowa lemoniada, koktajle, świeżo wyciskane soki.
Forum to także przestrzeń przyjazna dla dzieci i zwierząt, zawsze znajdzie się tu miska z wodą dla psów.
 

Kiedy zabierałam się za pisanie pierwszej wersji tego posta, nie istniało jeszcze imprezowe państwo w państwie na ulicy Dolnych Młynów. W lecie Forum przeżywało więc oblężenie. Na bulwarze przed wejściem kłębiły się masy ludzi na leżakach, a jak nie starczało tych ostatnich, to goście rozkładali się na trawie. Po otwarciu Tytano część klienteli odpłynęła tam, co moim zdaniem jest tylko i wyłącznie plusem. Dla odmiany w piątek wieczór mam gdzie usiąść, a w sobotę na lunchu nie czuje się jakbym wylądowała na zbyt ruchliwym targu.
 

Posłodziliśmy, pochwaliliśmy, a teraz czas na kroplę goryczy. Kolejka do toalet w weekendy i brak ciepłej wody przypomina, że jednak jesteśmy w klubie, a nie restauracji. Na jedzenie czeka się czasami bardzo długo, bywało nawet do dwóch godzin. Nie wiem do końca, czym jest to spowodowane. O ile przy tłumach w niektóre dni można sobie to łatwo wytłumaczyć, o tyle po otwarciu Tytano trochę się przerzedziło, a czas oczekiwania wciąż wynosił godzinę przy czasem pustej sali. Uczciwie dodam, że kilka razy wpadałam rano na śniadania i dostałam je dosyć szybko. Obsługa pozbierała bardzo dużo negatywnych opinii na fejsie, za rzekomy brak kultury, opieszałość, zmanierowanie, faworyzowanie hipsterni przy składaniu zamówień (cokolwiek to ma oznaczać). Nigdy nie spotkałam się z chamstwem ze strony barmanów, powiedziałabym nawet że w dni kiedy nie ma tłumów jest nawet szansa zamienić kilka słów niekoniecznie na temat zamówienia. Zgadzam się jednak, że przy głównym barze jest często bałagan. Można spędzić pod nosem barmana kwadrans, a i tak zostaną obsłużone osoby, które wepchnęły się minutę wcześniej do kolejki. Jeśli istnieje jakiś tajemny klucz według którego obsługiwani są klienci, to raczej nie jest nim ilość tatuaży czy poziom niedowagi: chude, wielkookie panienki i drwaloseksualni młodzieńcy stoją tak samo długo po piwo. I to by było na tyle w temacie minusów. Jeśli chcecie zjeść coś dobrego i niedrogiego i popatrzeć na Wisłę, a przy okazji możecie poczekać chwilę na zamówienie, to Forum wciąż będzie bardzo dobrym wyborem.

0 komentarze:

Przybyłem, zobaczyłem, zjadłem / Lukullus

września 03, 2016 KochamJesc 0 Comments


Jest mniej więcej 87 rok przed Chrystusem. Cała Galia została podbita przez Rzymian... Cała? Nie! Jedna, jedyna osada, zamieszkała przez nieugiętych Galów, wciąż stawia opór najeźdźcom... a przepraszam, to nie ta bajka. No więc jest mniej więcej 87 rok przed Chrystusem. Lukullus zasłynął jako wielki wódz, mający na koncie zwycięstwa w wojnie z władcą Pontu, Mitrydatesem. Współcześni nam kojarzą go jednak częściej jako tego rzymianina, który kochał żreć. To jemu przypisuje się sprowadzenie do Europy czereśni i moreli. To od jego wystawnych imprez pochodzi określenie "lukullusowa uczta". Anegdota mówi, że kiedyś Lukullus miał zjeść swój posiłek samotnie, więc służący podał mu jedno niezbyt wystawne danie. Wódz upomniał go słowami "Czyżbyś nie wiedział, że dziś Lukullus ucztuje z Lukullusem?". Czuję, że świetnie bym się dogadała z tym panem. No ale dosyć historii starożytnej. Przenosimy się jakieś dwa tysiąclecia do przodu, do 1946 roku. Wtedy to Jan Dynowski, cukiernik i mistrz czekolady w fabryce Wedla, otwiera swoją pierwsza pracownię. W 2016 roku, cukierni nazwanych na cześć rzymskiego smakosza jest już siedem. Rodzinną tradycję kontynuują obecni właściciele: Albert Judycki (wnuk założyciela) i Jacek Malarski, którzy to cukiernicze szlify zdobywali w słynnych Le Cordon Bleu i Ecole Gregoire Ferrandi. Kurtyna opada, można żreć!
 

Do cukierni na Chmielnej 32 wyciągnęły mnie koleżanki (dzięki Karolina i Maria :D) doskonale znające moją największą słabość - bezy. Cytrynowy front kawiarnio-cukierni i wesoły neon nie zwiastował cudów, jakie znalazłam wewnątrz. Po pierwsze, cudowny design, za którym stoi Jan Strumiłło. Eleganckie, ale przytulne retro mocno zakorzenione w latach 50- i 60tych. Tutaj na kawę i ciastko mogłaby się wybrać Holly Golightly. Jak na złość, znów uzbrojona byłam jedynie w telefon, ale piękne zdjęcia możecie obejrzeć na stronie projektanta.
 
Kolejnym plusem okazał się być panujący wewnątrz chłód i przestronna, odseparowana od głównej części salka. Za szklaną witryną same cuda: torty, tarty, ciastka i ciasteczka. Jest tradycyjnie, ale i z nutą nowoczesności. Lukullus szczyci się naturalnymi składnikami i brakiem sztucznych ulepszaczy w swoich produktach. 
 
 

Przy naszym stoliku wylądowały: beza tivoli (bakalie, krem kawowy na bazie bitej śmietany, konfitura z suszonych moreli), tartoletka z kajmakiem, beza Pavlovej (beza, lekki krem z werbeny cytrynowej, świeże maliny, pistacje), oraz Pożegnanie z Arkadią (mango ,limonka, tapioka). Bezy w obu wersjach były wspaniale chrupiące z zewnątrz i cudownie klejące się wewnątrz. Tivoli obyłaby się pewnie i bez bakalii (zostały na talerzu nietknięte), ale to pewnie kwestia gustu. Pożegnanie z Arkadią lekkie i orzeźwiające, a tartoletka przepyszna. Estetyka także na plus: to jeszcze nie te udziwnione cukierniane twory, bardziej przypominające awangardowe rzeźby, ale także nie ordynarne ciasteczka z byle jakiej cukierni. Ceny mogą już trochę ostudzić entuzjazm, bo ciastka nie są wybitnie tanie (ceny produktów dostępne także na stronie internetowej). Ale powiedzmy, że w tym przypadku dostajemy za cenę pewną jakość, składniki i smak.

0 komentarze: