INDIVIDUAL: coffee & friends / New York state of mind

listopada 27, 2016 KochamJesc 0 Comments


Zabytkowy Browar Lubicz to obok Dolnych Młynów kolejne, pierwotnie zaniedbane miejsce, które zyskało nowe życie dzięki rewitalizacji. Biura, ekskluzywne apartamenty, restauracja, kafejka, sklepy - a to wszystko w pięknych XIX-wiecznych pofabrycznych budynkach. Chociaż Browar od Rynku dzieli około 800 metrów, można odnieść wrażenie, że wylądowało się w zupełnie innym mieście, albo i zupełnie innym kraju. Pod numerem 17 mieści się kawiarnia Individual, która z powodzeniem mogłaby zagrać nowojorski lokal odwiedzany przez Carrie Bradshaw i jej paczkę.
Projektant, który odpowiadał za wystrój Cafe Individual najwyraźniej napadł na jakiś modny sklep wnętrzarski i wyszedł z czymś się tylko dało. Efektem tego jest masa cieszący oczy ładnych drobiazgów - zieleń w ładnych doniczkach, oświetlenie w industrialnym stylu, śliczne wazony i naczynia, na których serwowane są dania. Wnętrze nie jest zbyt obszerne, ale jasne i przytulne: ściany obowiązkowo z białych cegieł, a większość lokalu przeszkolona. Mimo, że prawie wszystkie stoliki były zajęte, to panowała dosyć intymna atmosfera, a w lokalu nie było głośno.



A co w ofercie? Dużo pyszności, ale raczej dla osób celujących w coś lżejszego lub słodkie co nieco. Kanapki w cenach jak w każdym Buczku czy Awiteksie (4-6 zł), lecz nieporównywalnie smaczniejsze. Dostępne w wersji mięsnej i bezmięsnej, na ciepło i na zimno. Poza kanapkami można dostać smaczne jogurty z granolą (8 zł), tarty i różne słodkości: torty, bezy, babeczki owocowe, kremówki, rurki z kremem, ptysie. Wszystko świeże i pyszne, a do tego w całkiem niezłych cenach jak na ścisłe centrum.
Do picia sporo napojów bezalkoholowych: herbata, lemoniady, świeżo wyciskane soki i smoothies, kawa na kilka sposobów - w tym także na zimno oraz w jesiennych wersjach (np. pomarańcza w czekoladzie). Oczywiście poza tym, że kawa jest pyszna, to panie baristki wyczarowują na niej różne cudne wzroki. Za niespełna 20 zł zafundowałam sobie zestaw śniadaniowy: małą latte, kanapkę na zimno z serem, warzywami i pesto, doskonałego ptysia w mlecznej czekoladzie i godzinę plotek z koleżankami w bardzo miłej atmosferze. Mogę jeszcze dorzucić, że obsługa jest bez zarzutu. Spragnionym informacji o promocjach i nowościach polecam dodać stronę na fejsie do ulubionych.

0 komentarze:

Parostatkiem w gastro-rejs... / Barka Augusta

listopada 05, 2016 KochamJesc 0 Comments

-Ma pan bilet?
-Skąd! A pan ma?
-A skąd mam mieć.
-No. To wchodzimy.

W tak pięknych okolicznościach przyrody i ja postanowiłam wejść i coś zjeść na Barce Augusta. Biletu nie miałam, a właściwie
to nie biletu, a rezerwacji w ramach Restaurant Week. Nie zaszkodziło się jednak przekonać, czy rekomendowana w ramach tegorocznego festiwalu restauracja na wodzie jest warta zachodu.

Zacumowana przy Bulwarze Kurlandzkim Augusta została zbudowana 
na kadłubie blisko sześćdziesięcioletniej barki. Lifting był bardzo udany, Augusta trzyma się tak dobrze jak Sophia Loren, albo JLo. Nowoczesny charakter nadają minimalistyczne wykończenie z drewna i aluminium oraz zadaszona oranżeria na górnym pokładzie. Jest w tym pewna nuta retro: wiklinowe fotele, kraciaste obrusy na dolnym pokładzie, ceglane ściany. W damskiej ubikacji nikt nie napisał "GŁUPI KO-wiec", restauracja jest jasna, przestronna i ładna. Na dole znajduje się spory kącik z zabawkami wydzielony dla najmłodszych gości. Lokal jest przystosowany dla potrzeb osób niepełnosprawnych. Ma klimatyzację i tarasy. Do tego z barki roztacza się ładny widok na Wisłę, Podgórze i kładkę Ojca Bernatka. Czego chcieć więcej?

Parafrazując klasyk z "Rejsu": może być wstrętna
 prawda i piękny fałsz, tak? No a jedzenie, to jest, yyy... wartość niezależna. A na Auguście wylądowałam testować jedzenie, a nie dla pięknych widoków (no może trochę też dla tych ostatnich).
Trzech panów odpowiada za to, żeby goście wychodzili z lokalu zadowoleni. Zimowo-jesienne menu to dzieło doświadczonego szefa kuchni Jacka Krzyżostanka, pizza to działka Sebastiana Masełko, a za barem drinki wyczarowuje Dawid Pikul.
Przedział cenowy oferowanych dań to 12 zł (zupy) do 54 zł (stek z polędwicy wołowej) - Augusta nie odstaje więc od innych krakowskich restauracji, a nawet niektóra dania są tańsze niż w podobnych lokalach. Kartę otwierają przystawki (15-33 zł): spora ilość pyszności, które na pewno wspomogą pracę waszych ślinianek - m.in. rotondi z pieczoną gęsią i sosem kurkowym, carpaccio wołowe z kaparami, krewetki duszone w białym winie, talerze wędlin i serów włoskich dla dwojga, czy crostini z tapenadą, marynowanymi krewetkami i grana padano (na zdjęciu). 


Wśród makaronów (21-29 zł) króluje włoska klasyka: strozzapreti z salsiccią, lasagnia z sosem bolońskim, fusili z pesto czy pyszne tagliolini z krewetkami i warzywami w sosie maślano - winnym to tylko niektóre z oferowanych pozycji. Zupy są tylko trzy, za to pyszna pizza aż w 17 odmianach - począwszy od focacci (9 zł), poprzez pizzę na słodko (nutella, owoce, śmietana, 21 zł), czy szereg typowo włoskich smaków (Parma, Margherita, Prosciutto). W karcie znajdziecie także cztery sałatki, choć wegetarian pewnie nie ucieszy wiadomość, że tylko jedna z nich jest bezmięsna. Dania główne także nie nadają się dla jaroszy. Pierś z gęsi z czarną soczewicą, filet z okonia morskiego z puree i sosem szafranowym na bazie prosecco, gnocchi z polędwicą wołową czy policzki wołowe duszone w czerwonym winie na pewno zasmakują osobom nie stroniącym od mięsa. Porcje są przyzwoite, a potrawy cieszą też oczy estetyką. Desery niestety tylko trzy, za to bardzo smaczne. Na mój stolik trafił zapiekany mus czekoladowy z różowym pieprzem, posypany pudrem z białej czekolady i czarnej porzeczki, z gałką lodów (a to wszystko w cenie 16 zł i podane na fantazyjnej, granitowej tacce). 


Karta win i drinków jest bardzo obszerna i dobrze opisana - nie miałam jednak przyjemności w tamten weekend niczego z niej wypróbować, bo alkohole przegrały w chłodny dzień z herbatą. Co jeszcze na plus? Miła, szybka (przynajmniej tego dnia) i nienachalna obsługa, muzyka która nie zagłuszała moich myśli i widok na leniwie płynącą Wisłę. W oranżerii jest ciepło i wygodnie, więc nawet w najpaskudniejszy dzień można się tam rozsiąść nad gorącą kawą i zjeść coś pysznego. Więcej informacji o daniach i cenach znajdziecie na stronie restauracji i fejsbuku.

0 komentarze: