Boscaiola jest... boska!

grudnia 03, 2016 KochamJesc 0 Comments


Boscaiola Pizzeria Ristorante to młodsza siostra uwielbianej i wychwalanej Trattorii Mamma Mia, co już samo w sobie powinno być rekomendacją. Nie zaskoczę też nikogo pisząc, że Boscaiola nie pozostaje w tyle za trattorią z Karmelickiej.
Restauracja jest przytulna i elegancka. Sporo w niej zieleni i uroczych dodatków: szafy z winami, sztukaterie, ładne posadzki. Miejsce już w sam raz na randkę czy biznesowy lunch, ale jeszcze nie tak sztywne, żeby wkładać buty od Blahnika i jeść tam kolację z Patrickiem Batemanem. Poza zazwyczaj zatłoczonym i dosyć gwarnym parterem, dostępna jest śliczna i obszerna piwnica, a w lecie ogródek. 
Lokal cieszy się dużą popularnością, więc wpadanie bez rezerwacji w godzinach szczytu nie jest dobrym pomysłem - chociaż do tej pory zawsze udawało mi się dostać stolik dla dwojga. Mimo sporej liczby klientów, na szczęście w środku panuje względny spokój i nie trzeba się przekrzykiwać przez muzykę i głośne dyskusje. Obsługa jest uprzejma i zainteresowana gośćmi. 
Już po przekroczeniu progu w nozdrza uderza cudowny aromat przypraw i świeżej pizzy. Tą ostatnią wręcz trzeba wypróbować. Boscaiola serwuje (chyba nikogo to nie zdziwi) typowo włoską odmianę na cienkim cieście, wypiekaną w jednym rozmiarze. W menu 16 rodzajów (plus sezonówki), starannie dobrane i smaczne składniki, ale też raczej klasyka, niż zaskakujące połączenia. Dostepnych jest sporo smakowitych przystawek: talerze serów i włoskich wędlin, bruschetta, focaccia na trzy sposoby, tarta z borowikami, carpaccio czy tatar z marynowanego łososia (ten ostatni był testowany i zdał egzamin na piątkę).
Makarony są oczywiście własnej produkcji , a wśród 15 pozycji między innymi carbonara, gnocchi z gorgonzolą, papardelle alla Boscaiola (wstyd nie spróbować), czy wspaniałe pasty z owocami morza. Czarne spaghetti w sosie smietanowo-porowym z małżami, krewetkami, kalmarami i  czosnkiem ma szczególne miejsce w moim sercu i żołądku. Zup zazwyczaj nie ma w karcie wiele do wyboru, są to są w bardzo dobrych cenach. To samo można powiedzieć o owocach morza, które nie przekraczają kwoty 42 złotych za najdroższą potrawę, a w przeciwieństwie do niektórych restauracji, nie serwuje się je w formie porcji dla wróbli. Dla mięsożerców kaczka, polędwica wołowa, cielęcina w sosie borowikowym i pierś z kurczaka w sosie szałwiowo-maślanym, znów w cenach, które nie rujnują (32-51 zł). Risotto dostępne niestety tylko w dwóch wariantach, ale za to obłędne. A na koniec desery - pana cotta, fondant (absolutny faworyt), tiramisu, tarta, lody, sernik - nic nie przekracza 15 złotych. Win i innych napojów z procentami i bez także nie brakuje.
Ciężko mi szukać na siłę minusów, bo do tej pory podczas moich odwiedzin nie trafiła się żadna wpadka. Lokal jest ładny, obsługa dobrze wyszkolona, a kuchnia na poziomie i za rozsądne pieniądze. Warto tylko pamiętać o zrobieniu wcześniej rezerwacji. 

0 komentarze: