Rybka lubi pływać / Śledzie z Bornholmu

kwietnia 09, 2017 KochamJesc 0 Comments


Śledzie, śledziki, śledziunie - zajadamy się nimi przynajmniej od średniowiecza (a na pewno wtedy wspominał o nich Gall Anonim), kochamy je na wszelkie sposoby - w sałatkach, po japońsku, w formie koreczków, w śmietanie, w oleju, z cebulą, z jabłkiem, z rodzynkami, marynowane... i można by tak wymieniać bez końca. Nie mogłam przegapić więc premiery Śledzi z Bornholmu na ostatnim święcie krakowskich foodies - Najedzeni Fest.
Czym się taki śledzik różni od supermarketowego nołnejma w plastikowym opakowaniu? Ano wszystkim. Ryby odławiane są w Morzu Północnym w sposób zrównoważony, mają certyfikat MSC, są ręcznie przetwarzane i przygotowywane według ponad stuletniej duńskiej receptury. Ryby sprowadzane do Polski dostępne są w następujących wariantach smakowych:  sherry slid (zalewa o smaku sherry), let krydret slid (nuta wanilii), marineret slid (marynowane z cebulą, zielem angielskim, listkiem laurowym), røde krydret sild (w intensywnej korzennej zalewie), tomat kryddersild (korzenne w pomidorach), carry slid (żółte, łagodne curry). Palce lizać!
Śledzie przygotowali Marcin Pławecki z rewelacyjnej Gęsi w Dymie i Maks Raczek z Forum Przestrzenie. A że rybka lubi pływać to śledziki sparowano z... piwami z Trzech Kumpli - Browar Lotny. O śledziach sporo ciekawych rzeczy opowiedział gościom dystrybutor morskich pyszności - Maciej Nawrocki, z kolei o piwach opowiadał założyciel browaru - Piotr Sosin. 
Na dzień dobry na stole pojawił się pyszny, korzenny śledź let z Kozią Rurą (serem kwasowo - podpuszczkowym) i oliwkami - ciekawa wariacja na temat potrawy, która ląduje na świątecznych stołach niektórych polskich domów. Do tej wyrazistej ryby zaserwowano bardzo lekkie cytrusowe India pale ale o wdzięcznej nazwie Pan IPani. Następny wjechał śledź z gotowanym zagrodowym jajem, majonezem z raków, rzeżuchą, szczypiorkiem i musem jabłkowym - ciekawsza opcja dla miłośników śledzi po japońsku. Do tej łagodnej przekąski zaproponowano piwo Califia - aromatyczne, ale o bardziej zdecydowanym smaku i większej goryczce niż poprzednik. 
Kolejny śledź røde pojawił się na stole w towarzystwie gęsiej piersi, czerwonej cebuli, świeżej pietruszki i koperku, przypraw, surowego kurzego żółtka i gęsiego sadła. Połączenie tak oryginalne, jak i smaczne. Do kompletu rozlano jeszcze piwo Saisonator, czyli saison wersja hardcore (mocne, wyraziste, bardzo smaczne).
Finalnie pojawił się śledź marynowany ze smalcem z wędzonej mangalicy (to taka przepiękna świnka), karmelizowanym jabłkiem, pieczoną cebulą i czosnkiem oraz salsą z jalapeno z dodatkiem czosnku niedźwiedziego. Co mogę napisać o samych rybach? Delikatne, bardzo dobrze przyprawione, smakowite. Nie da się ich porównać ze sprzedawanymi w różnych pijalniach wódki gumowatymi przekąskami. Śledziosceptyków i śledzoentuzjastów namawiam gorąco do spróbowania specjałów z Bornholmu, zwłaszcza podanych w bardziej oryginalny sposób niż te znane wam ze świątecznych stołów i barów z zakąskami. Rybę da się zjeść z prawie wszystkim, powaga :)*

*mam na myśli raczej czekoladę, niż gwoździe i klej biurowy

Możesz zajrzeć też tutaj

0 komentarze: