Nowe miejsce / Emalia

lipca 22, 2017 KochamJesc 0 Comments


Zabłocie ma dwie Emalie, które warto odwiedzić, a jedną z nich wręcz trzeba. Ta obowiązkowa to oczywiście dawna fabryka naczyń "Emalia", wydzierżawiona przez Oskara Schindlera, w budynkach której znajdują się obecnie Muzeum Sztuki Współczesnej i oddział Muzeum Historycznego: Fabryka Schindlera. Druga Emalia pojawiła się w bliskim sąsiedztwie, na ulicy Romanowicza 5.
Industrialne, nieco sterylne wnętrze lokalu przełamują kafelki w żywym odcieniu czerwieni, wygodne turkusowe sofy i emaliowane naczynia zwisające z sufitu w charakterze kloszy do lamp. W środku jest jasno, przestronnie i raczej spokojnie - Emalia to idealne miejsce na śniadanie i plotki z przyjaciółmi, albo lekturę gazety przy kawie. Na zewnątrz czeka na was  jeszcze  stoisko z lodami.

Arbuzowa cenzura w trosce o prywatność pani, która znalazła się przypadkiem na zdjęciu
Menu raczej niczym was nie zaskoczy, są tam głównie pozycje znane i lubiane. W ofercie między innymi śniadania w przystępnych cenach (9-21 zł): bagietki, granola, jajecznica - oczywiście uwzględniono potrzeby klientów wegetarian. Opcją śniadaniową mogą być też tosty (w trzech odsłonach, 8-14 zł) lub piętrowy sandwich (wege 18 zł, szynka 21 zł). Przystawki to tatar z łososia, grillowany ser, wege "carpaccio", krewetki i hummus (13-23 zł). Do tego dwie zupy, raptem cztery dania główne (rolada z kurczaka, stek, kaczka i wege risotto - także w całkiem przystępnych cenach). Do wyboru mamy jeszcze pięć makaronów (19-25 zł), cztery burgery (w tym jeden wege, 19-27 zł) oraz sałatki (19-28 zł). 
Chociaż postawiono na bezpieczne i dosyć popularne dania, które można dostać prawie wszędzie, Emalia jest w stanie przyciągnąć do siebie klientów. Przede wszystkim porcje są przyzwoitej wielkości i smaczne, a ceny w porównaniu do podobnych lokali bywają nawet nieznacznie niższe. W tygodniu za 17 złotych można dostać lunch (zupa + drugie danie), także dostępny w wersji mięsnej i wege. W weekendy również pojawiają się nowości (informacje znajdziecie zawsze na fanpejdżu Emalii).
Przyjemności nie kończą się na wyżej wymienionych. Za szklaną witryną znajdziecie domowe ciasta, a napić możecie się smacznej kawy, koktajli czy lemoniady. Była to dopiero moja druga wizyta, ale na plus mogę też zaliczyć obsługę - uprzejmą, uśmiechniętą, nie robiącą problemów gdy poprosiłam o mniej słodką lemoniadę.
Emalia na krakowskiej mapie pojawiła się raptem miesiąc temu i jestem ciekawa, jak potoczą się jej dalsze losy. Trzymam kciuki!

0 komentarze:

Niech żyje BAAAAAL...na Zabłociu

lipca 20, 2017 KochamJesc 0 Comments


Krakowskie Zabłocie przeszło w ostatnich latach metamorfozę niczym z bajki o brzydkim kaczątku: od pofabrycznej, burej przestrzeni, do jednej z najgorętszych lokalizacji Krakowa - tętniącej życiem, pełnej loftów, muzeów i restauracji. BAL, bohater dzisiejszego wpisu, jest większości czytelników pewnie dobrze znany. Surowa pofabryczna hala zyskała nowe życie jako lokal o dosyć ascetycznym, industrialnym wnętrzu. Nazwa zobowiązuje, a więc w BALu dzieje się dużo - imprezy, pokazy filmów, pikniki, wystawy, koncerty...
Paradoksalnie, Bal to także idealne miejsce do zrelaksowania się i pomedytowania nad kubkiem aromatycznej kawy i bajglem. Rano jest tam zazwyczaj bardzo spokojnie, muzyka nie doprowadza do szału, okolica też na szczęście nie należy do zbyt głośnych. Jeśli nie skusi was lunch (codziennie w wersji wege i mięsnej), to w karcie znajdziecie sporo pyszności. Od kanapek, bajgli (10-28 zł), poprzez tosty (12-14 zł), makarony , sałatki, weekendowe brunche i (celowo zostawiłam na koniec) śniadania. Te ostatnie dostępne są także w formie zestawów (20 zł, taniej wychodzi wersja dla dwojga z herbatą/kawą), ale możecie skusić się na samą owsiankę, szakszukę, omlet, czy croissanta. Poza tym do wyboru pyszne kawy, koktajle, herbaty, yerbaty i inne johny lemony.
A na koniec informacja, która ucieszy rodziców małych dzieci: w BALu jest przeznaczona dla nich strefa z zabawkami.

Wyjątkowo nie mam żadnego zdjęcia jedzenia poza szakszuką, bo wszystko zniknęło z talerzy zanim zorientowałam się, że wypadałoby tak może udokumentować przed konsumcją

0 komentarze:

Na dobrą KARMĘ zawsze się wraca

lipca 17, 2017 KochamJesc 2 Comments


Wegańsko, bezglutenowo, fair-trade...Jest taki gatunek osób, które słysząc powyższe słowa przewracają oczami, wizualizując sobie snobistyczny lokal, espresso za trzydzieści złotych i rząd Macbooków Air1 na stolikach. Nic z tych rzeczy drodzy państwo! Na Krupniczej 12 jest pysznie, niedrogo, a przede wszystkim bezpretensjonalnie.

Wielki puchaty omlet z kukurydzą, jajami i salsą pomidorową - ciężko go zjeść w pojedynkę
Własny chleb, jaja od kur z wolnego wybiegu, własnoręcznie palona kawa o cudownym aromacie, codziennie inne, zdrowe pozycje: tarty, ciasta, śniadania, lunche - a wszystko w rozsądnych jak na centrum Krakowa cenach.

Po tym deserze nie zostały nawet okruszki
Kawie należy się zresztą osobny akapit. Własny piec i palarnia, jeden z najlepszych ekspresów, starannie wyselekcjonowane ziarna, a do tego kompetentna ekipa za barem czynią Karmę jednym z najatrakcyjniejszych miejsc dla miłośników tego napoju.

Zupa soczewicowa po której ciężko już zmieścić kolejne danie
Sam lokal jest niewielki, ale jasny i ładnie urządzony. A że znajduje się w pobliżu kompleksu Dolne Młyny, więc macie idealny pretekst żeby wpaść na pyszną kawę lub wege obiad przed imprezą.



1. Nie mam żadnego problemu ze sprzętem z jabłuszkiem, ale w niektórych kręgach cieszy się on niezasłużoną złą sławą na równi z dżinsami rurkami, pieczywem bezglutenowym, wojną i dżumą.

2 komentarze: