Bistro Copper, Hindus, Gorąco Polecam, Pizza Muffin Truck /
czyli co jedzą korposzczury na Ruczaju

sierpnia 22, 2017 KochamJesc 0 Comments


W niejednej korpostołówie jadałam przez ostatnie lata, ale nie paliło mi się, aby wrzucać tu wpis o podobnej tematyce. Kto pracował przy (pieszczotliwie zwanym) Rondzie Ofiar Outsourcingu, ten sam wie, że biurowe jadłodajnie mają się do większości restauracji tak jak boks olimpijski do walk kogutów. Dzisiaj robię wyjątek dla kilku miejsc zlokalizowanych na Ruczaju, w których żywią się pracownicy okolicznych firm (ze mną włącznie) - ale rzecz jasna są to lokale ogólnodostępne, także dla ludzi bez identyfikatorów, kart wstępu, pinów i magicznych haseł. Jedzenie jest na stołach zazwyczaj ASAP, nie trafił się też większy gastrofakap, więc zapraszam do lektury :)

autor: Delfinozaur

Na pierwszy ogień idzie otwarte w budynku współdzielonym przez Motorolę i Shell Bistro CopperOd podobnych stołówek w firmowych budynkach Copper wyróżnia się na plus choćby wnętrzem. Codziennie do wyboru oferowane jest menu dnia: najczęściej dwie zupy, dania mięsne i jedno wegetariańskie. Z tym menu dnia bywa różnie - od poprawnie do zupełnie dobrze, za to cena za zestaw jest przyzwoita. Dużo ciekawsze opcje można znaleźć w karcie. Do wyboru mamy śniadania, burgery, pizzę (niedroga, a do tego nie jest to gąbczasta osiedlowa pizza z wyrobem seropodobnym, ale włoska na cienkim cieście), sałatki i makarony, które mogłoby być bardziej al dente, ale i tak są smaczne. Na miejscu można dostać jeszcze domowe ciastka i tarty na słodko.

Gorąco Polecam to sieciówka, która stosunkowo niedawno otwarła swój lokal pod adresem Czerwone Maki 81. Kawiarnia/piekarnia ma bardzo przyjemny wystrój - chciałoby się tam nawet posiedzieć dłużej, gdyby pracownicze obowiązki nie wzywały. W ofercie Gorąco Polecam są pyszne (bez ściemy) bułeczki wypiekane na miejscu, w różnych wariantach smakowych (mój ulubiony to dynia z fetą), croissanty, donuty, tarty, kawa, koktajle, świeżo wyciskane soki. Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to może do relacji między wielkością wypieków, a cenami.

foto konkretne


Do Hindusa trzeba pofatygować się kawałek na nogach, w okolice Ericssona (przystanek Chmieleniec), ale raz w tygodniu, we wtorek foodtruck podjeżdża też pod Motorolę. Przeważnie do wyboru jest jedna opcja wege (dal curry, vege korma, chana masala) i trzy mięsne (butter chicken, chicken vindaloo, chicken madras, pork vindaloo i inne). Potrawy mają kilka stopni ostrości, która jest dla mnie kompletnie niewyczuwalna (to chyba kwestia indywidualna, niektórzy znajomi twierdzą, że dania z Hindusa jest bardzo ostre). Na szczęście porcje można doprawić. Jedzenie jest bez zarzutu, ryż się nie klei, mięso jest smaczne, a porcje spore (do wybory mniejsza i większa, przy czym mniejszą i tak można się najeść). Ceny także są bardzo przystepne, w zależności od wielkości porcji i rodzaju potrawy, to przedział około 10 -16 zł.

fot. wierny czytelnik Maciej 

Kolejny foodtruck, to stojący obok Hindusa Pizza Muffin, serwujący (jak nie trudno się domyślić) włoski specjał na cienkim cieście. Da się wpakować do czterech kółek piec opalany drewnem? A pewnie, że się da! Jeśli z tego pieca wylatuje pizza, która zawstydziłaby każdą pizzerię jaką mam na osiedlu, a do tego kosztuje od 5 do 24 złotych, to ciężko się nie skusić. Składniki są bardzo dobrej jakości, do tego Muffin oferuje kilka opcji wegetariańskich/wegańskich.

Ciąg dalszy (kiedyś) nastąpi...



0 komentarze:

The Breakfast Club / Bułkę przez Bibułkę

sierpnia 13, 2017 KochamJesc 0 Comments


Bułki w Warszawie są trzy. Nadgryzłam już dwie, a na blogu ląduje dziś ta z Puławskiej 24. Oczywiście w planach są także wpisy o pozostałych lokalach.

Idealnie miękkie awokado, jaja na miękko, pyszna sałatka i chrupiące pieczywo
Niedziela w stolicy przywitała mnie piękną pogodą - aż chciało się zjeść śniadanie na mieście w jakimś uroczym lokalu. Padło na tę z Bułek, której wcześniej nie miałam okazji odwiedzić. Lokal na Puławskiej jest raczej kameralny - w zasadzie to długa lada, kilka stolików w środku i na zewnątrz. Wnętrze przytulne, proste i bezpretensjonalne: surowe cegły ocieplają kwiaty na stołach, rustykalne półki, urocze krzesła. Klimat jak w Paryżu, bez ruszania się na lotnisko :)

Hummuburak, czyli bajgiel na złoty medal
Dzisiaj zacznę od przysłowiowej łyżki dziegciu w beczce miodu, a właściwie to od dwóch małych łyżek. Nie jestem germofobką, ale opiekacz znajdujący się w lokalu osiągnął już ten stan, w którym należało mu się bliskie spotkanie z myjką. Ja wiem, że to jest sadza i nie grozi mi zatrucie pokarmowe, ale podejrzewam, że spora część klientów zwraca uwagę na takie rzeczy. Drugim zgrzytem była dziwna atmosfera jaka panowała wśród obsługi. Od początku istnienia tego bloga nie czepiałam się podobnych pierdół, bo nie uważam by zadaniem kelnera było żonglowanie pomarańczami i zabawianie klientów żartami. Z drugiej strony potrawy podawano nam w milczeniu nie odwzajemniając uśmiechów, obsługa odzywała się do siebie nerwowym tonem, a osoba czyszcząca ekspres wyglądała wręcz wrogo, co nie jest moją fanaberią, ale także odczuciem towarzyszących mi koleżanek. Może to nie był dobry dzień, może ktoś nie wygrał w lotto lub zerwał z chłopakiem - a trochę szkoda, bo dla odmiany w Bułce na Zgody było przesympatycznie. Ogólne wrażenie z wypadu do lokalu na Puławskiej było jednak pozytywnie, a to za sprawą specjałów, które wylądowały na naszym stole. O tym w następnym akapicie:)

Pani omlet nie pozostała w tyle
Bułki to lokale w których śniadania dostaniecie przez cały dzień. Menu zachęca smakowitymi zestawami w przedziałach cenowych 12 - 17 zł, a w nich jajecznica z dodatkami, sadzone jaja z boczkiem lub na miękko z awokado, łososiem, sałatką i bagietką, granola z bakaliami, czy słodki zestaw z croissantem bardziej francuski niż wieża Eiffla. Dostępne są też omlety (13 zł) wege lub z szynką - puszyste, spore i smakowite. Dalej mamy kanapki (m.in. brie, gorgonzola i karmelizowana gruszka, albo grillowane warzywa z mozzarellą) oraz bajgle (jajo + boczek i dodatki, wędzony łosoś lub jajo z hummusem i karmelizowanym burakiem). Palce lizać!
Na mniejszy głód pozostają jeszcze lekkie sałatki. Wyjątkowo smakowały nam przepyszne koktajle i kawa (do której można dostać różne rodzaje mleka). Z każdym kęsem zapominałyśmy o ciężkiej atmosferze na początku. Na deser nie starczyło już miejsca w żołądkach - Bułkowobibułkowe śniadania są bardzo sycące.
Za zdjęcia tradycyjnie już dziękuję Dogmie

0 komentarze:

I have a vision of the Orient... / Miss Kimchi

sierpnia 12, 2017 KochamJesc 0 Comments


Miss Kimchi...Miss Kichmi... Coś wam to mówi? Jeśli przyszedł wam do głowy jedynie uczestnik ósmego sezonu RuPaul's Drag Race, to najwyraźniej nie zaliczyliście jeszcze stołecznego lokalu ze wspaniałą, koreańską kuchnią.
Adres: Żelazna 58/62. Miejsce raczej nie zapadające w pamięć (nasuwa się klasyk "Z twarzy podobny zupełnie do nikogo"), dlatego też darowałam sobie we wpisie umieszczanie zdjęć lokalu. Ostatecznie to nie wnętrze ma tutaj grać pierwsze skrzypce, a orientalne smaki. A te zafundowały nam prawdziwą symfonię doznań. 
Na tablicy wypisane dostępne dania, przy czym menu zmienia się dosyć regularnie. Zawsze jest w nim jakaś zupa (nam trafił się przepyszny wegetariański udon), bibimbap, dania mięsne i wege, oraz mnogość banchanów, czyli małych przekąsek. 
Do boxów z głównym daniem można (a nawet trzeba) dobrać sobie przystawki - i tutaj dopadła nas prawdziwa klęska urodzaju. Na szczęście miła i uśmiechnięta obsługa chętnie objaśni z czym mamy do czynienia i jaki jest stopień ostrości. 

udon po raz trzeci!
Nie mogę się do niczego przyczepić, bo pyszności fundowane w Miss Kimchi totalnie mnie uwiodły. Od pikantnych kiszonek, poprzez obłędne kluski, aromatyczne tofu, na smakowitych zupach kończąc. Ceny uważam za bardzo przystępne, zwłaszcza że jedzenie jest pyszne, a porcje uczciwe.
Za wszystkie zdjęcia dziękuję Dogmie - dla odmiany nie wyglądają jak zrobione żelazkiem :)

0 komentarze: