Nothing Compares 2 U / Magnifica

października 22, 2017 KochamJesc 0 Comments


Takiej marki jak Farmona nie trzeba raczej nikomu przedstawiać.  Kameralny hotel skryty w cieniu starego parku, ekskluzywne SPA i własna linia naturalnych kosmetyków, które można kupić bez wcześniejszego zastawiania nerki cieszą się zasłużoną dobrą sławą. Magnifica to hotelowa restauracja, specjalizująca się w sezonowej kuchni śródziemnomorskiej i fusion.

Jeśli chodzi o wystrój, to Magnifica należy do najciekawszych hotelowych restauracji w jakich byłam. Jest odważnie: zdecydowano się na niemalże czarne ściany, krwistoczerwone dodatki i obicia kanap, ciemne drewno i nowoczesny kominek. Mimo ciemnych barw, atmosferę panującą w lokalu ciężko nazwać grobową - a to za sprawą dobrze dobranego oświetlenia, uroczego kominka, kwiatów na stolikach, czy delikatnej muzyki płynącej z głośników. Intymna, romantyczna atmosfera czyni z Magnifici idealne miejsce na romantyczną kolację, albo wesele.

Na początek trochę o karcie:  za jesienne menu odpowiada doświadczony Szef Kuchni Tomasz Trafiał, a składają się na nie przystawki (m.in. zapiekany mus z koziego sera z pieczoną dynią, tatar wołowy, carpaccio), zupy (rybna z szafranem, krem z dyni, krem z pomidorów), dania główne (m.in. polędwica wołowa, sandacz z risotto z cukinią, makaron gryczany z grzybami i cukinią), sałatki i desery. Z procentów znajdziemy koktajle (klasyki, w dobrych cenach) oraz duży wybór win, także z górnej półki.

Menu festiwalowe otworzyła przystawka w postaci w postaci kremu z selera z tymiankiem, ze smażonymi kurkami i crunchem z marchewki. Była to zupa z gatunku tych, które lądując na stoliku mówią "zrobię ci dobrze" i wywiązują się ze swoich obietnic. Porcja spora, krem gęsty i sycący, zaskakujący intensywnymi smakami (słodkawy crunch, aromatyczna oliwa, czy pyszne kurki) - w chłodną i deszczową niedzielę był to strzał w dziesiątkę, chociaż szczerze obawiałam się czy będę w stanie zjeść po tak sytej zupie drugie danie.

Jako drugie dania podano okonia morskiego z czarnym risotto, koprem włoskim z cytryną i pieczonymi warzywami w kremie ostrygowym oraz policzki wieprzowe z musem z chrzanu i pasternaka, dynią piżmową w imbirze i pak choyem. Ryba była delikatna, ale z chrupiącą skórką, risotto grało dla mnie w tym zestawie pierwsze skrzypce i byłabym w stanie zjeść osobny talerz powyższego. Za wieprzowiną nie przepadam, tym bardziej doceniam kunszt kucharza - miękkie, aromatyczne mięso, doprawione z charakterem, gdzieś zgubiło ten posmak którego nie lubię w świnkach :)

Na deser podano sernik czekoladowo-śliwkowy ze słonym karmelem i malinami. Niby niewielki kawałek, niby nie przesadnie słodki, a jednak bardzo sycący.

Mimo, że lokal był zapełniony klientami, nie musiałam czekać długo na dania (sąsiednie stoliki również były szybko obsługiwane). Miłe, uśmiechnięte panie z obsługi wydawały się być autentycznie zainteresowane czy gościom wszystko smakuje. Magnifica okazała się być kolejnym festiwalowym strzałem w dziesiątkę.

0 komentarze:

Heroes of Thyme and Garlic / Marmolada

października 21, 2017 KochamJesc 1 Comments

miecznik
Znajdująca się na samym początku ulicy Grodzkiej restauracja Marmolada już z zewnątrz kusi piękną witryną, a w środku jest jeszcze lepiej: przytulnie, ciepło, rustykalnie, ale w dobrym guście. Za dosyć wąską salą z małymi stolikami znajdują się kolejne, przestronne pomieszczenia w pastelowych kolorach, pięknie udekorowane kwiatami. 

miecznik
Wielokrotnie wyróżniana restauracja serwuje mix tradycyjnej polskiej kuchni z włoskimi klimatami, z ogromną dbałością  o jakość podawanych potraw. W menu znajdziemy swojskie pierogi, czy zupę w chlebie, ale także duży wybór dziczyzny, makarony i pizzę. Sama karta win wygląda również imponująco. Jeśli nie chcecie wykosztować się na sarninę, to Marmolada oferuje dostępne od 12 do 17 pyszne lunche w przystępnej cenie. 

torcik z koziego sera

Festiwalowa uczta rozpoczęła się od delikatnego pasztetu z królika z rewelacyjnym, słodkim chutneyem dyniowo-cebulowym, oraz torcikiem z koziego sera z dynią i sałatą. Ten ostatni wyglądał zresztą jak piękny deser.

nugat
Jako główne dania podano miecznika z karmelizowaną cykorią i prażonym orkiszem w sosie mandarynkowym oraz sakiewki z konfitowaną gęsią na sosie grzybowym. Estetyka potraw szła w parze ze smakiem. Delikatne mięso miecznika współgrało z wyrazistym sosem i cudownie chrupiącym orkiszem. Sakiewki wyglądały jak dim sumy, mięso było również delikatne i chude.

nugat
Na deser podano nugat lodowy (jest to taki sam deser, niezależnie od wybranego menu festiwalowego).

sakiewki z gęsią
Powtórzyła się sytuacja z mojej pierwszej restaurantweekowej kolacji - mimo, że porcje serwowano na dużych talerzach i wydawały się przez to niewielkie, to po trzydaniowej uczcie nie byłam już w stanie zjeść nic więcej.

Wisienką na tym festiwalowym torcie była bardzo miła obsługa, krótki czas oczekiwania na jedzenie i muzyka na żywo. Marmoladę mogę polecić z czystym sumieniem, jako trafiony festiwalowy wybór.

pasztet z chutneyem
sakiewki z gęsią
program ochrony świadków obżarstwa

1 komentarze:

Lasciatemi mangiare! / Włoska

października 19, 2017 KochamJesc 0 Comments


Jesień nas nie rozpieszcza tego roku ładną pogodą (a przynajmniej nie rozpieszczała do ostatniego tygodnia). Złociste i ciepłe były tylko rogaliki, które kupowałam w pobliskiej kawiarni. Jak wiadomo, ergokalcyferol (potocznie zwany witaminą D2) powstaje pod wpływem słońca, a pizza ma ten sam kształt kształt co gwiazda centralna Układu Słonecznego. Z kolei cholekalcyferol (witamina D3) można znaleźć w rybach, serze, żółtkach jaj. Jakie jest zatem najlepsze antidotum na jesienny spleen? Kuchnia włoska, ovviamente :)

Włoska to restauracja serwująca potrawy rodem ze słonecznej Italii (captain Obvious do usług) oparte na certyfikowanych produktach pozbawionych sztucznych ulepszaczy. Lokal posiada też swój sklep z certyfikowanymi wędlinami, serami, oliwkami, kaparami, domowymi makaronami i oliwami smakowymi.

warzywa z musem selerowym
Włoska znajduje się zaledwie kilka minut spacerem od Wawelu i Kazimierza - zajmuje parter nowoczesnego apartamentowca przy Sukienniczej. Chociaż z okien restauracji widać ruchliwą ulicę Dietla, to w środku jest zaskakująco cicho, przytulnie i intymnie, a muzyka płynąca z głośników nie zagłusza rozmów. O ile jasne, przestronne wnętrza wpisują się w modny nurt minimalizmu, o tyle w karcie jest już bardziej barokowo:) Opcji dla głodnych i spragnionych nie brakuje: specjalne menu degustacyjne, przystawki, mule, makarony, risotta, dania mięsne i z owoców morza, tradycyjna włoska pizza, desery, ogromny wybór win i napojów alkoholowych (menu z cenami dostępne jest na stronie restauracji).

risotto z borowikami
Zanim zabrałam się za testowanie festiwalowego menu doznałam déja vu, ale po chwili zorientowałam się, że przeurocza pani z obsługi pracowała też w restauracji Stół, którą odwiedziłam w podobnych restaurantweekowych okolicznościach w ubiegłym roku :)

risotto - idalna konsystencja, porcja spokojnie wykarmi dwie osoby:)

Po klasycznym "czekadełku" (mini bułeczka, masło, oliwa), pojawiły się nasze przystawki: carpaccio wołowe z marynowanymi, sezonowymi grzybami oraz mini warzywa okopowe podane z musem z selera. Pierwszy plus: porcje nie były wielkości pięciozłotówek.

cielęcina
Drugi plus: przystawki były przepyszne - carpaccio wręcz rozpływało się w ustach, warzywa miały idealną miękkość i aromat.

carpaccio
Jeszcze lepiej wypadły główne dania. Cielęcina podana z sosem truflowym, musem z dyni i ziemniakami była prawdopodobnie najdelikatniejszym mięsem, jakie miałam w ustach. Risotto z borowikami zaserwowano w chipsie parmezanowym, która miał formę ażurowego koszyczka. Nie był to na szczęście przerost formy nad treścią, bo ser pod wpływem kontaktu z ciepłym risotto cudownie się rozpływał. Na deser podano lody borowikowe na czarnym crunchu z kawałkiem czekolady pięknie mieniącej się złotem - nie tylko ładne, ale i pyszne.

deser - lody
Jeśli ktoś z was miał wątpliwości co do relacji cena/jakość festiwalowych zestawów, to mogę je rozwiać. Menu z Włoskiej przerosło moje oczekiwania i jest warte każdej wydanej złotówki.

bliskie spotkania z mini bułeczką, jeszcze przed przystawkami
lody

0 komentarze:

Gdy braknie SERotoniny / Boccanera

października 16, 2017 KochamJesc 1 Comments


bling bling
Boccanera to stosunkowo nowa, otwarta w lecie tego roku restauracja, mieszcząca się w urokliwym Zaułku Niewiernego Tomasza. Chociaż lokal serwuje włoską kuchnię, jakiej w Krakowie nie brakuje, to wyróżnia się wyjątkowo stylowym, eleganckim wnętrzem (zdjęcia niestety tego nie oddają, ale polecam przekonać się na własne oczy) i estetyką serwowanych potraw. Jeśli dodać do tego muzykę na żywo, smaczne koktajle i rozsądne ceny (jak na typ lokalu i lokalizację w ścisłym centrum miasta), to można z czystym sumieniem wrzucić Boccanerę na listę miejsc do odwiedzenia.

Semifreddo migdałowe ze słonym karmelem
Karta oferuje przystawki (bruschettę, carpaccio), sałatki, tradycyjną, włoską pizzę w jednym rozmiarze (33 cm), makarony i risotta (m.in. papardelle z polędwicą, spaghetti carbonara, lazania z ragu wołowo-wieprzowym), zupę dnia, desery i całkiem sporo dań mięsnych i owoców morza. Ceny wahają się od 15 zł (zupa) do 69 zł za polędwicę wołową (przy czym zdecydowana większość dań jest cenowo raczej po środku tego przedziału:) Dla miłośników procentów jest spory wybór win, likierów, rumów, whisky i koktajli.

Ravioli z ogonem wołowym i puree z kalafiora
Miałam przyjemność przetestować przedpremierowo zestawy oferowane przez Boccanerę w ramach Restaurant Week. Na dobry początek na stole pojawiło się pieczywo i ravioli z buraka z kozim serem, ricottą i pistacjami. Cztery pierożki były idealnym wstępem przed głównymi daniami - niewielkie, ale z apetycznym i sycącym nadzieniem. Drugą przystawką był krem z pieczonego ziemniaka z oliwą truflową - bardzo gęsty i sycący.

Tiramisu z tonką

Jako główne dania podano risotto z kurkami, wędzonym serem Provola i szczypiorkiem oraz ravioli z ogonem wołowym i puree z kalafiora1. Porcje serwowane na dużych talerzach nie wyglądały może imponująco, ale były zaskakująco sycące. Jako miłośniczka grzybów w każdej postaci byłam zachwycona risottem.

Risotto z kurkami, wędzonym serem Provola i szczypiorkiem
Ostatnie pojawiły się desery. Tiramisu rzadko zamawiam w restauracjach, bo najczęściej trafia mi się coś o smaku supermarketowego obleśnika z plastikowego pudełka. Boccanerowe było pyszne  - ani za słodkie, ani zbyt alkoholowe, podane w formie dwóch małych porcji (ostatecznie dobrze zrównoważona dieta to po ciastku w każdej dłoni).

Krem z pieczonego ziemniaka z oliwą truflową
Semifreddo migdałowe ze słonym karmelem było wspaniałe, zresztą ze słonym karmelem zjadłabym pewnie nawet karton.

Ravioli z buraka z kozim serem, ricottą i pistacjami
Chociaż jak wspomniałam wyżej porcje nie wydawały się duże, to zupełnie najadłam się z osobą towarzyszącą tym co zamówiłyśmy. Poza tym, że wszystkie dania w menu były strzałem w dziesiątkę, na plus zaliczam też czas oczekiwania (lokal nie był wtedy co prawda przepełniony) i bardzo sympatyczną i uprzejmą obsługę.




1 Zupełnie serio zapytano mnie kiedyś czy to jest zwinięty w supełek ogon wpakowany w całości do pierożka...no więc, jak widać na zdjęciu - nie jest :)

1 komentarze: