You had me at meat tornado / Food&People by Pastrami Deli

listopada 15, 2017 KochamJesc 0 Comments


Pulled pastrami - szarpane pastrami z kapustą czerwoną, konfiturą z cebuli w bułce mlecznej z sosem rosyjskim i jogurtowym
Pastrami, pierwotnie sposób konserwowania mięsa, obecnie kojarzy się przede wszystkim z długo marynowanym i wędzonym mostkiem wołowym. Słynne gigantyczne kanapki z tym specjałem, ukochane przez Ronów Swansonów tego świata, przywędrowały i do nas za sprawą Pawła Sachy, właściciela Food&People by Pastrami Deliktóry nie mogąc znaleźć w Polsce produktu podobnej jakości, postanowił sam go stworzyć. Starannie wyselekcjonowane mostki wołowe były peklowane w mieszance ziół, przypraw i soli, po 10 dniach odsalane, ponownie nacierane ziołami i wędzone. Po kilku miesiącach pracy nad recepturą, powstało kruche, aromatyczne i rozpływające się w ustach mięso. Następnie pojawiło się miejsce, w którym można było je posmakować - Food&People by Pastrami Deli

Nowoczesny lokal w industrialnym stylu ma trzy rodzaje menu. Pastrami Deli Menu to obłędne kanapki, w tym słynna New York z 400 gram pastrami (amatorów-głodomorów nie brakuje). Food&people Menu aka inne specjalności zakładu, to część karty również mocno mięsna, tradycyjna i nie bijąca po kieszeni. Najtańsze są jednak pozycje w Menu Ludzi Pracy, czyli śniadania (6-15 zł) i lunche (15- 18 zł, wręcz nie wypada nie skorzystać z takiej oferty 🍖).

Krem czosnkowy z grasicą i suszonym kwiatem kopru włoskiego
Tak jak wołowina musi dojrzeć zanim stanie się pysznym pastrami, tak dojrzewał i koncept Food&People. Od najbliższego czwartku pojawi się tam nowe menu, za którym stoi zaledwie 23-letni1 szef kuchni Bartek Dziektarz. Bartek wyczarował dla mięsożerców (i nie tylko) dziesięć dopracowanych pozycji, w których tradycja miesza się z nowoczesnością, ale - co najważniejsze - jest to stuprocentowy comfort food, który zrobi wam dobrze i doda siły w nadchodzące deszczowe dni. Poza tym po 15stej w lokalu będzie dostępna obsługa kelnerska.

Tagliata z ziemniakiem truflowym, rukolą i pecorino toscano 
 Uwaga: niektóre z prezentowanych potraw to mniejsze porcje degustacyjne. Bez obaw, od czwartku dostaniecie tylko takie, po których nie wyjdziecie głodni. No to zaczynamy :)

Na dobry początek dostałam pulled pastrami w pysznej, nie za słodkiej bułce maślanej. Nieprzekombinowana kanapka, w której kremowy sos, konfitura cebulowa i delikatna bułka zostały zrównoważone charakternym mięsem, podbiła serca wszystkich degustujących. Następna pojawiła się sałatka z kozim serem, a nawet bardziej kozi ser z sałatką, karmelizowanym słonecznikiem i trawą żubrową. Pyszna wegetariańska opcja, w której trawy może bardzo nie czuć, za to karmelizowany słonecznik jest wyśmienitym dodatkiem.

Makaron domowy z dynią, sosem z orzechów laskowych i słoną ricottą
Miłośniczką podrobów nie jestem, ale grasica w kremie czosnkowym z suszonym kwiatem kopru włoskiego była miękka i delikatna. Zupa bardzo gęsta, doskonale nadaje się do odganiania pierwszych objawów przeziębienia i wampirów. Kolejna pozycja - krzonówka z podwędzanymi ziemniakami i chorizo - wbrew nazwie nie smakowała bardzo chrzanem, ale miała mocny, wędzony, mięsny posmak i pyszne poszetowe przepiórcze jajko.

Krzonówka
Jako danie wege zaserwowano domowy makaron z dynią, sosem z orzechów laskowych  i słoną ricottą. Pozycja delikatna, danie z gatunku tych dosyć zapychających. Równie delikatna okazała się polędwica z dorsza z karmelizowanym fenkułem, puree z palonego kalafiora i olejem z kopru. Ryba idealnie miękka i rozpływająca się w ustach, puree nadaje całemu zestawowi charakter, a do tego jest to danie lekkostrawne.

Polędwica z dorsza, puree z palonego kalafiora, olej z kopru
Nie zawiodłam się też na gołąbkach z kaszanką z jabłkiem i cząbrem oraz czipsem z parmezanu. Bardzo lubię gołąbki i kaszankę, a ten mariaż wyszedł wyjątkowo udany. Czips według niektórych był tu mezaliansem, mi pasował - z parmezanem zjadłbym nawet czekoladę.

Gołąbki z kaszanką
Kurczak kukurydziany w wywarze mięsnym z suszonymi grzybami, soczewicą, paloną brukselką i szalotką to kolejna pozycja z serii dużo/zdrowo/tradycyjnie. Bardzo smaczne mięso, jeszcze lepszy wywar - trzeba przyznać że pan Dziektarz umie w sosy :)

Sałatka z kozim serem, karmelizowanym słonecznikiem i trawą żubrową
Boczek to takie mięso, które nie ląduje nigdy na szczycie mojej piramidy gastropotrzeb, ale boczek marynowany w czerwonym winie z kopytkami i śliwką, chrzanem i modrą kapustą przypadnie do gustu jawnym i skrytym boczkożercom.

A oto i boczek we własnej osobie
Na koniec pojawiła się tagliata z ziemniakiem truflowym, rukolą i pecorino toscano która jednomyślnie wzbudziła zachwyt. Nie tylko ślicznie podana, ale i pyszna potrawa, która roztaczała cudowny aromat już od momentu w ktorym zmaterializowała się na stole.

Kurczak kukurydziany w wywarze mięsnym

Ja przepadłam już po pierwszym kęsie pulled pastrami. Do wypróbowania pozycji z nowej karty zachęcam wszystkich mięsożerców i wegetarian.



1 Co mi tylko przypomina, że w tym wieku potrafiłam jedynie zagotować wodę na kisiel z torebki i profesjonalnie odgrzać pizzę Dr.Oetker ;__;

0 komentarze:

Voodoo people, magic people / Ramen People

listopada 10, 2017 KochamJesc 1 Comments


Oj, nie miał Kraków z ramenem po drodze. Owszem, to japońskie danie można znaleźć w karcie większości restauracji z kuchnią azjatycką, ale brakowało u nas lokalu specjalizującego się wyłącznie w powyższym. Akita pojawia się w Krakowie tylko w niektóre weekendy, a lokalne ramenownie dotykała przeważnie jakaś klątwa. Wyparowała Ramen Girl, zniknął Namnam Noodle Bar (Starowiślna 10 ma chyba złe juju, bo wcześniej los Namnama podzielił obłędny Tak Yak Tandoori). Ale to złe voodoo-foodu nie przestraszyło Dominiki Grabowskiej, która niedawno otworzyła wzorowany na japońskich barach kameralny lokal o nazwie Ramen People.

Dominika jest matką jeszcze jednego miejsca ukochanego przez Krakowian, a mianowicie Kanton Dim Sum House. Obecnie Kanton znajduje się w rękach nowych właścicieli, a Dominika skoncentrowała się na swoim nowym "dziecku". Receptury serwowanych w Ramen People dań powstały przy współpracy z Pawłem Albrzykowskim, autorem książek i znawcą kuchni azjatyckiej.

Lokal na Dajworze jest miniaturowy: na przeciw lady stoi maleńki wspólny stół, a wewnątrz znajduje się w sumie osiem miejsc siedzących. Nie zmienia to faktu, że Ramen People jest uroczy i przytulny. Po wejściu do środka w nozdrza uderzają dosyć intensywne aromaty, do których jednak szybko można przywyknąć. W lokalu ma wkrótce pojawić się nowy okap, tymczasem klimat jest momentami jak na bagnach Luizjany - na szczęście zamiast krokodyli w miskach pływa tofu i marynowany boczek ;)

Ramen People oferuje cztery rodzaje bulionu i trzy stopnie ostrości. Jest wersja wege, wieprzowa i z owocami morza, a do tego dwa rodzaje makaronu do wyboru: gruby udon i cienki ramenowy. W cenie 28-34 zł (w zależności od rodzaju) dostajecie ogromną michę pełną esencjonalnego bulionu, w którym gęsto jest od pyszności: m.in. inari tofu, grzybków shitake, tykwy kampyo, ośmiorniczek, kalmarów, kim chi, czy pieczonych marynowanych plastrów boczku.

Ciężko mi sobie wyobrazić, aby ktoś po takiej porcji miał wyjść głodny. Jeśli jednak dysponujecie czterokomorowym żołądkiem, to możecie skusić się na kiszonki, albo deser (bezlaktozowy, bezglutenowy pudding). Do picia dostępne są herbaty zielone, napoje Mogu i woda w karafkach (ta ostatnia oczywiście bezpłatnie).

Dajcie się opętać ramenowej magii. Czary odprawiane w Ramen People odpędzają głód, jesienną chandrę i pierwsze objawy przeziębienia skuteczniej niż jakikolwiek talizman.

1 komentarze: