Restaurant Week / Urban Garden

kwietnia 18, 2018 KochamJesc 0 Comments


Urban Garden to stosunkowo młody koncept łączący bar, kawiarnię i restaurację. Ogród w nazwie lokalu nie wziął się znikąd. Oprócz stolików na Rynku Głównym, Urban Garden ma do zaoferowania zaciszny ogródek na pięknym dziedzińcu Domu Weneckiego. O tej porze roku wejście do lokalu wygląda wręcz bajkowo, oświetlone wiszącymi lampkami. W menu restauracji znajdziecie przede wszystkim dania kuchni polskiej i europejskiej: spory wybór śniadań, sandwiche, przystawki, kilka dań głównych, a w tygodniu menu lunchowe w przystępnej cenie.

Na potrzeby rozpoczynającego się dziś w całej Polsce festiwalu Restaurant Week, szef kuchni Tomasz Morys przygotował dwa ciekawe i spójne zestawy, nawiązując do ogrodu i jego skarbów.1 Wyraziste smaki i ciekawe kompozycje powinny podbić serca osób szukających niebanalnych wrażeń kulinarnych. A o szczegółach w dalszej części :)
Na starcie pojawiła się foccacia, grissini, domowe masło i oliwa. 

Pierwszą przystawką był kozi ser pieczony w migdałach z sosem balsamico, granatem, czerwoną porzeczką oraz pianką rozmarynową, która grała w tym daniu pierwsze skrzypce.

Przystawka z drugiego menu był grillowany tuńczyk z sałatką z alg morskich, pianką Margaritta, żelem z owoców yuzu i smoczym owocem, na pierwszy rzut oka wyglądający jak zestaw sushi.

Pierwsze danie główne - makrela z czarną soczewicą, pak choi, sosem szafranowym z mulami oraz pieczonym pomidorkiem koktajlowym, urzekło mnie chrupiącą skórką i smakowitym sosem.

Konfitowana kaczka w sakiewce z ciasta na semolinie z marynowaną czereśnią i sosem z redukcji winnej nie pozostaław tyle za daniem głównym z pierwszego menu.

Połączenie wiejskiego twarożku z wanilią, rokitnikiem i lodami z kwaśnej śmietany mogło wydać się ryzykownym pomysłem na deser, tymczasem efekt był lekki, oryginalny i pyszny.
Parfait szczawiowe z sosem z marchwi oraz mini bezą było deserem, który najbardziej mi smakował i zarazem największym zaskoczeniem - szczaw i marchewka nie należały do moich ulubionych smaków w dzieciństwie, ale w zaserwowanym deserze tworzyły spójne i pyszne połączenie.


1. Makrela się do nich nie wlicza ;)

0 komentarze:

Restaurant Week / Restauracja Bonerowska Gourmet Steak & Fish

kwietnia 15, 2018 KochamJesc 0 Comments

Bonerowska Gourmet Steak & Fish to pierwszy lokal jaki odwiedziłam przedpremierowo przed zbliżającym się Restaurant Weekiem. Restauracja mieści się u zbiegu Rynku i ulicy świętego Jana w Pałacu Bonerowskim. Ta piękna kamienica skrywa w sobie luksusowy hotel, centrum wellness, klub jazzowy i oczywiście wspomnianą już restaurację. W Bonerowskiej jest trochę jak w oku cyklonu. Po przejściu przez Rynek, który w słoneczny dzień przypomina wnętrze ula, znalazłam się nagle w restauracji w której panowała zaskakująco błoga cisza. Możliwość usłyszenia własnych myśli nie była jedynym pozytywnym elementem wieczoru.

Wystrój Bonerowskiej jest elegancki, ale też romantyczny: utrzymany w sielskiej, pastelowej kolorystyce, pełen kwiatów, dyskretnie oświetlony. Z miejsc w wnękach okiennych widać między innymi ulicę św.Jana.

Zanim na stole pojawiło się festiwalowe menu, podano nam Martini oraz pyszne, świeżo wypieczone pieczywo z masłem ziołowym. Obsługa restauracji należy do dyskretnych, ale jednocześnie nie spuszcza z oczu stolików. Za każdym razem kiedy pojawiała się potrzeba skorzystania z pomocy kelnera, pojawiał się w pobliżu jakby czytał w naszych myślach :)
Po pieczywie podano właściwe menu festiwale. Pierwsza przystawka - ravioli z homarem, przegrzebkiem, truflą i szpinakiem - zaserwowano w drewnianej skrzyneczce. Wszystkie pierożki obłędnie pyszne - aż szkoda, że tylko cztery!

Równocześnie podano przystawkę z drugiego menu, czyli młode warzywa z kawiorem cytrynowym i kawiorem z łososia. Na pochwałę na pewno zasługuje odpowiednia miękkość warzyw. Same w sobie pewnie byłyby nieco mdłe, ale idealnie przełamano je cytryną i słonym kawiorem.

Pierwszym głównym daniem była polenta ze szparagami, lardo i serem zagrodowym. Kto kocha skwarki, ten będzie w raju, bo lardo to nic innego jak włoska słonina, która tutaj pojawiła się w formie wielkich , chrupiących, słonych, pysznych skwarów. Porcja może wydawać się mała, bo podano ją na talerzu z szerokim rantem, ale wbrew pozorom danie nie jest malutkie i należy do tych sycących.
Bardziej mięsną opcją (bo bezmięsnych w w festiwalowym menu nie ma) była polędwica wołowa z sosem estragonowym, galaretką wołową, pietruszką i nasionami quinoa. Poprosiłam o poziom wysmażenia well done i mogę tylko powiedzieć, że było very well done!😋 Najwyższej jakości argentyńska wołowina i doskonały sos potrafią zjednać nawet osoby, dla których czerwone mięso niekoniecznie jest pierwszym wyborem (wliczając w to mnie).

Śnieg z chałwy z cytryną i czekoladą to ciekawa pozycja. Można by się spodziewać przesłodzonej bomby, bo której ciężko wstać od stołu, tymczasem deser jest bardzo lekki i wręcz kwaskowaty. 
Dla miłośników mocniejszych węglowodanowych wrażeń powstał deser z drugiego menu: pianka kokosowa w czekoladzie z owocami. Kojarzy się z ptasim mleczkiem, ale większym, lepszym i nieprzyzwoicie słodkim. Dla mnie był to deser wieczoru 💗

0 komentarze:

Ramenami wiosna się zaczyna... / Akita Ramen

kwietnia 07, 2018 KochamJesc 0 Comments


akitowy klasyk
Krakowianie mogą zapomnieć o kolejkach do Akity. Znany i lubiany foodtruck dorobił się własnego lokalu na Węgłowej 4. Tak, to adres pod którym urzędowała kiedyś Hana Sushi - miłośników informuję, że restauracja przeniosła się na ulicę Kupa. Fani złotego akitowego bulionu także mogą odetchnąć z ulgą - foodtruck wciąż będzie zaglądał do miast w całej Polsce. Dla niektórych osób fenomen "tego rosołu z Japonii" jest niezrozumiały, ale stale powiększająca się grupa ramenomaniaków z miasta nad Wisłą na pewno powita Akitę z otwartymi ramionami (i pałeczkami). Zresztą ramenosceptycy znajdą w karcie innych kilka pozycji, które powinny ich zadowolić.

Tonkotsu
Po pierwsze - rameny. W karcie znajdziecie ich cztery, w cenach 29-33 zł (plus ewentualne dodatki). Nie mogło zabraknąć klasyka Akita: wieprzowo-drobiowego bulionu shoyu z alkalicznym makaronem, szarpaną łopatką wieprzową, słodką tykwą, glonami wakame, nori, sezamem i obłędnym marynowanym jajkiem. Jest to zdecydowanie moja ulubiona pozycja z karty, oferowana także w bardziej pikantnej wersji. Kolejny ramen - Chashu - to micha pełna opalanego boczku, kiełków, fasoli mung, bambusa, czerwonej cebulki, obowiązkowego jajka, nori i sezamu zanurzonych w wywarze shoyu. Pod hasłem Tricity Ramen dostajecie pak-choy, imbir, pikantną marchewkę, nóżkę z kurczaka w sosie teriyaki. I wreszcie Tonkotsu Ramen - gęsty bulion na wywarze z wieprzowych kości, plastry boczku, grzyby shiitake lub shimeji, imbir, dymka, nori, marynowane jajko, narutomaki 💗 i czarny olej mayu. Jakby komuś było mało składników, to można dorzucić do dań marynowane jajko, narutomaki, dodatkową porcję mięsa lub makaronu (chociaż trudno mi sobie wyobrazić uczucie głodu po standardowej porcji, która sama w sobie jest "na bogato"). Niestety mam złą wiadomość dla wegetarian - wszystkie buliony są mięsne. Więcej szczęścia znajdziecie jednak w dalszej części karty, a w niej...

Chashu
...po drugie - przystawki. Tutaj mamy pikantne kimchi (12 zł), kakuni, czyli kostki boczku pieczone w sosie hoisin (14 zł, palce lizać), tatar z kolendrą, chili i sosem sojowym (18 zł), prażynki buta chips ze skóry wieprzowej (10 zł), tempura warzywna z wybranym sosem (18 zł), dodatkowy ryż, a wkrótce też onigiri i sałatka green goma. Przy tej ilości słonych i pikantnych potraw nie mogło zabraknąć czegoś słodkiego dla równowagi, a więc...

...po trzecie - desery. Do wyboru Matcha Creme Brulee, albo Brownie vs. Ice Cream. Wkrótce powinny być dostępne także akitowe frytki, a zatwardziali mięsożercy mogą spróbować Tonkatsu - japońskiego kotleta schabowego, podanego z ryżem i sałatką kapusty. 

0 komentarze: