May the Four be with you / Four

października 11, 2018 KochamJesc 0 Comments


Pogoda może nas oszukiwać i udawać, że wciąż mamy lato, ale organizm wie swoje: zamiast lodów chcę lardo, nie chłonę chłodników, a wylegiwanie na kocu i zimną colę zamieniłam na wylegiwanie pod kocem i gorgonzolę. Nie ukrywam więc, że wybierając się na resturantweekową kolację do Restauracji Four trochę liczyłam na przebudzenie mocy.
Four to restauracja należąca do hotelu Grand Ascot. Ładne, nieco ascetyczne wnętrze utrzymane jest w klimacie designu z lat 60tych, a subtelna kolorystyka i przytłumione oświetlenie zapewniają intymny i przytulny nastrój. Miło było też posłuchać do kolacji klasyki jazzu i soulu bez konieczności przekrzykiwania się przy stoliku:)
W restauracyjnej kuchni rządzi szef Wit Wojas, absolwent Akademii Kulinarnej Kurta Schellera. Menu a'la carte jest dosyć skromne, ale nie zabrakło w nim sałatek, zup czy deserów. Zła wiadomość dla wegetarian - wszystkie dania główne są mięsne. Amatorzy mięsa raczej zatrą ręce radośnie, bo czeka na nich między innymi polędwica wołowa, kurczak zagrodowy i gicz jagnięca. Restauracja oferuje także menu sezonowe w którym dla odmiany obecnie znajdują się wyłącznie wegetariańskie pozycje, do tego w przyjaznych cenach. Oferta festiwalowa również nie zawiodła.

[Menu B] Foie gras z owocami i świeżym pieczywem - porcja skromniejsza niż w przypadku drugiego menu, ale na pewno przywróci wam równowagę Mocy
[Menu A] Krem z karczochów, pierożek z borowikami - solidna porcja gęstego, lekko kwaskowatego kremu z pysznym pierogiem
[Menu B] Filet z perliczki, kasztan, mus z dyni, sos lawendowy - chuda, lekka i sycąca

[Menu A] Filet z sandacza, kurki, bób, palone masło - chrupiąca skórka i chude mięso w towarzystwie pysznych grzybów i lekko słodkawego bobu, palce lizać
Deser taki sam dla obu menu - gruszka w czerwonym winie, lody imbirowe (te ostatnie w gorącej panierce i w towarzystwie czekoladowego sosu)

Możesz zajrzeć też tutaj

0 komentarze: