Fifty shades of gęś / Qualita

listopada 13, 2018 KochamJesc 0 Comments


Kiedyś regularnie pojawiała się na polskich stołach, obecnie częściej pojawia się w formie koszmarnej ogrodowej figurki w towarzystwie krasnala. O kim mowa? Oczywiście o gęsi.
O przywrócenie do kulinarnych łask niesłusznie lekceważonych ptaków zadbała organizacja Slow Food Polska. W tym roku odbywa się dzięki niej dziesiąta edycja akcji Gęsina na św. Marcina, w której bierze udział restauracja Qualita.

Nowoczesna restauracja zlokalizowana w Q Hotel Plus serwuje między innymi kuchnię polską opartą na świeżych, regionalnych produktach. Szef kuchni Marcin Dudek posiada wieloletnie doświadczenie w branży gastronomicznej podparte szkoleniami i certyfikatami (jest m.in. ekspertem od kuchni koszernej). Pod sterami Marcina Dudka restauracja doczekała się wielu prestiżowych wyróżnień - wśród nich Żółtą Czapkę Gault&Millau i rekomendację Restaurant Week.
Specjalne menu przygotowane na jubileuszową edycję akcji Gęsina na św. Marcina będzie dostępne do dziewiątego grudnia. Fani gęsiego mięsa będą zachwyceni, sceptycy mają najlepszą okazję się do niego przekonać, a wegetarianie... wegetarianie mogą wpaść na deser :)
Pierwsza przystawka - sałatka z rukoli i świeżych ziół, podana z filetem z gęsi wędzonym na drewnie bukowym oraz pędami sosny. Pewnym zaskoczeniem były słodkie pędy, które próbowałam po raz pierwszy.
Druga przystawka - gęsie żołądki gotowane przez dwie doby w temperaturze 56 stopni próżniowo w rosole warzywnym, podane z duszonymi borowikami. Jeśli samo słowo "podroby" powoduje u was nieprzyjemny dreszcz, to gwarantuję, że nie ma się czego obawiać. Dzięki sposobowi przyrządzania mięso jest bardzo delikatne.
Zupa  - rosół domowy, ale proszę państwa - nie byle jaki. Tłusty, aromatyczny wywar gotowany na gęsinie, zawdzięczający intensywny smak mieszance świeżych ziół i przypraw (m.in. czosnek, majeranek, gałka muszkatołowa, lubczyk). Zupa serwowana jest z gęsinymi kołdunami (przypominają wigilijne uszka) oraz kluseczkami z mąki macowej, będącymi zapożyczeniem z tradycyjnej koszernej kuchni żydowskiej. 
Pierwsze danie główne - filet na pipku. Uspokajam osoby które słyszą nazwę po raz pierwszy - chodzi o cienko krojony gęsi żołądek :) Mięso przygotowane jest metodą sous-vide, czyli gotowane w próżniowym opakowaniu w temperaturze 59 stopni przez około dwie godziny, przez co nie traci walorów smakowych i jakości. Filet podano z sosem z ciemnego piwa, karmelu, miodu, anyżu i kory cynamonowej. Dodatkowo na talerzu wylądował pyszny knedel z czerwonej kapusty i palony ziemniak.
Drugie danie główne  - konfitowane gęsie udko, a raczej solidny kawał udziska. Podane z obłędnym sosem z czarnej borówki z gruszką i czarnym bzem, w towarzystwie wegańskiego paszteciku z kaszy jaglanej i ogórka kiszonego na ostro po żydowsku. Jeśli ktoś narzeka na małe porcje w eleganckich restauracjach, to na pewno nie będzie miał okazji w tym przypadku. Moje starcie z drugim daniem skończyło się wynikiem 1:0 dla udka 😂
Deser - kolejne zaskoczenie tego wieczoru. Gruszka gotowana w czerwonym winie z korzennymi przyprawami i miodzie z ekologicznej pasieki w Kamionnej, kruszonka piernikowa, lody z syropem sosnowym z posypką z młodych pędów sosny karmelizowanych w miodzie. Na brzegach talerza zredukowany ocet balsamiczny z przecierem morelowym oraz posypka z pudru z suszonego, zmiksowanego buraka. Do tej pory sosnowe igły kojarzyły mi się z odkurzaniem salonu po pozbyciu się choinki i gdyby ktoś mi powiedział, że będę je wcinała jakby jutra miało nie być, to bym się popukała w czoło. Warto dodać, że zazwyczaj na tym etapie wielodaniowych kolacji przeciętny człowiek bliski jest śpiączki z obżarstwa. My domówiliśmy drugi deser :)

0 komentarze: